Tydzień Smarzowskiego – RÓŻA

Róża 2011
Reżyseria: Wojtek Smarzowski
Scenariusz: Michał Szczerbic
Obsada: Marcin Dorociński, Agata Kulesza, Malwina Buss, Jacek Braciak, Kinga Preis, Edward Lubaszenko, Marian Dziędziel
Czas Trwania: 98 min

Kolejny dzień, kolejny film za nami. Powiem szczerze, że przez ten maraton mam takie zaległości serialowe, że długo chyba nic nie napiszę w dziale TV 🙂 Dzisiaj po kolejnym filmie Smarzowskiego będziemy mieli trzecie (i najpewniej ostatnie) podejście do obejrzenia pierwszego odcinka nowego serialu HBO czyli TRUE DETECTIVE. Na razie jednak skupmy się na twórczości pana S. Dzisiaj opowiem o moich wrażeniach na temat filmu RÓŻA.

Zacznę od najważniejszej kwestii – mojego rozczarowania. Tyle się na temat tego filmu nasłuchałem od znajomych i od rodziców jaki on jest strasznie dołujący i jaką to wielką depresję potrafi wywołać. Moja mama to już w ogóle zapowiedziała, że się na takie filmy nie nadaje i pomimo tego, że docenia kunszt tego wybitnego reżysera, to na kolejne jego dzieła sobie odpuści. Po obejrzeniu filmu stwierdzam jednak, że nie poczułem tego ciężaru, o którym mi wszyscy mówili. Dla mnie na pierwszy plan (może też podświadomie postanowiłem się na tym skupić) wysunęło się to, że pośród tych wszystkich strasznych rzeczy, które się tam działy (a było ich sporo) między tą dwójką bohaterów mimo wszystko zrodziło się uczucie, które było proste, niewinne i było naprawdę piękne. Te sceny między nimi, kiedy nic się nie działo, kiedy mogli porozmawiać, popływać na łódce lub pojeździć na rowerze naprawdę sprawiały, że robiło mi się ciepło na sercu. Koniec końców uznałem, że jest to szalenie pozytywny przekaz. Niestety tego typu scen było mało, a całą resztę wypełniały tragedia i ból. Jeżeli ktoś jest wyjątkowo wrażliwy na oglądanie scen gwałtu, to raczej bym ten film odradzał.

Oczywiście na szczególną uwagę zasługują fantastyczne kreacje aktorskie Marcina Dorocińskiego i Agaty Kuleszy. Pokłony czynię Smarzowskiemu za to, że odszedł od nieznośnej polskiej tendencji reżyserowania aktorów jakby grali w teatrze, a Dorocińskiemu i Kuleszy, że się tego wyzwania podjęli i wyszło im to wyśmienicie. Szczególnie Marcin D. zrobił na mnie wrażenie. Już po jego roli w REWERSIE wiedziałem, że to nie jest kolejny polski playboy, tylko facet z autentycznym talentem i tutaj to tylko potwierdził. Jego postać to facet po ciężkich przejściach, ale gdzieś tam po drodze mimo wszystko nie zatracił swojego człowieczeństwa i jego dobroć była w 100% szczera. Normalnie sam się chyba w tej postaci trochę zakochałem 🙂 Kulesza też zagrała cudownie tytułową Różę, która po tym, czego doświadczyła była praktycznie zrezygnowana i dopiero pojawienie się w jej życiu kogoś takiego jak Tadeusz sprawiło, że odzyskiwała pomału wiarę w ludzkość.

Szanuję też Smarzowskiego za to, że nie robi filmów dla idiotów. On zakłada, że widz rozpoczyna seans jego filmu z pewną wiedzą i niczego czarno na białym nie zamierza wykładać. Tu niestety zadziałała moja ignorancja, bo przyznaję, że na historii nie należałem do najpilniejszych uczniów. Podejrzewam, że przez to mogło mi parę rzeczy umknąć. Sytuacja żołnierza AK na opanowanych przez Sowietów ziemiach jest w tym filmie delikatnie zaznaczona i gdybym wiedział więcej na ten temat, to te sceny miały by pewnie dla mnie o niebo większe znaczenie. Nie mówiąc o tym, że Maggot (którego wiedza historyczna przewyższa moją o 358%) słusznie zauważył, że żaden film tak naprawdę nie pokazywał wcześniej z czym się wiązało „wyzwolenie” polskich ziem przez Rosjan po IIWŚ. Moja dziewczyna nawet nie raz cytowała swoją babcię, która mówiła, że jak przyszli Niemcy, to było źle, ale dopiero jak się pojawili Rosjanie, to zaczęła się masakra. Kradzieże, gwałty, morderstwa – to była nowa rzeczywistość całej masy Polaków, ale z jakiegoś powodu o tym się nie słyszy, a powinno i za to dziękuję Smarzowskiemu.

Jest to też moim zdaniem jego najlepiej zrobiony film od strony technicznej. Przy okazji WESELA i DOMU ZŁEGO dało się jednak odczuć ten styl kręcenia filmów, który mogę opisać jedynie słowem „polski”. Jest mi go trudno wytłumaczyć. Chodzi mi tutaj o takie rzeczy jak dobór ujęć, montaż, zdjęcia, scenografię i ustawianie scen. Szczególnie w DOMU ZŁYM było tego pełno. Tutaj natomiast miałem wrażenie, że oglądam film zrobiony na miarę najlepszych filmów zachodnich. Nawet w dalszym ciągu cholernie irytująca muzyka Trzaski tak mnie nie drażniła jak przy DOMU.  To jest to co lubię. Polska jakość artystyczna, a zachodnia jakość techniczna. Więcej takich poproszę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Mazury są dużo wdzięczniejszym obiektem do pokazywania niż zapyziała polska wieś z lat 70-tych i to pewnie twórcom ułatwiało trochę robotę, ale nie sposób się nie zachwycać.

Trochę się rozpisałem. Najmocniej przepraszam, ale ten film naprawdę wywarł na mnie wielkie wrażenie. Niestety ta muzyka była w dalszym ciągu nie na tym samym poziomie, a że mam osobiście wielkie zboczenie na tym punkcie, to mnie to wybijało trochę i coś tam z punktacji muszę odjąć. Odejmuję jednak najmniej ile się da, bo ze wszystkich trzech filmów Smarzowskiego, które obejrzałem w tym tygodniu ten jest zdecydowanie najlepszy. Aż strach pomyśleć czy DROGÓWKA ma jakiekolwiek szanse na przeskoczenie tej poprzeczki.

Kaczmar

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na

nl1

2 thoughts on “Tydzień Smarzowskiego – RÓŻA

    1. Wręcz, moim zdaniem, nie wolno wybielać. Jeżeli będziemy udawać, że pewne rzeczy się nie wydarzyły, to nigdy się nie rozliczymy. A jeżeli się nie rozliczymy, to jak mamy iść naprzód? Tym bardziej szanuję Smarzowskiego i Szczerbica, że się nie „przestraszyli.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *