Tydzień Smarzowskiego – POD MOCNYM ANIOŁEM

Pod Mocnym Aniołem 2014
Reżyseria: Wojtek Smarzowski
Scenariusz: Wojtek Smarzowski (na podstawie powieści Jerzego Pilcha)
Obsada: Robert Więckiewicz, Iza Kuna, Julia Kijowska, Arkadiusz Jakubik, Marian Dziędziel, Jacek Braciak, Kinga Preis, Marcin Dorociński, Andrzej Grabowski
Czas Trwania: 95 min

Udało się. Dotrwaliśmy z ukochaną do mety i obejrzeliśmy wszystkie filmy Smarzowskiego. Nie było to łatwe zadanie biorąc pod uwagę ciężar gatunkowy filmów tego pana. Niemniej jednak w piątek wieczorem zasiedliśmy na (pełnej) sali kinowej i rozpoczął się seans POD MOCNYM ANIOŁEM.

Zacznę może od tego, że jest to zdecydowanie (przynajmniej dla mnie) najbardziej dołujący film mojego nowego ulubionego polskiego reżysera. Czy oznacza to, że najlepszy? Niestety, nie. To miejsce na podium ciągle należy do RÓŻY. Podobała mi się bardzo decyzja reżysera, żeby się w tym filmie, za przeproszeniem, nie pierdzielić. Postanowił pokazać alkoholizm od najgorszej strony, więc sceny związane z rzyganiem, defekacją i sikaniem pochłonęły niemałą ilość czasu ekranowego. Jeżeli ktoś jest wrażliwy na punkcie takich widoków, to raczej bym ten film odradził. Mi to nie przeszkadzało, a podobało się, ponieważ trudno o lepszy obraz alkoholizmu, który w swojej brzydocie nie dyskryminuje. W paru scenach można odnieść wrażenie, że główny bohater czuję się nieco lepszy od swoich kolegów klasyków z ośrodka dla uzależnionych. W końcu jest pisarzem i wykłada na uniwersytecie. Jak się jednak okazuje, nieważne czy jesteś pisarzem, księdzem, policjantem, pracownikiem huty, reżyserem czy kierowcą TIRa, jak srasz i sikasz pod siebie, to wszyscy wyglądają identycznie.

Mam jednak jeden poważny dość zarzut do tego filmu. Jest już mianowicie bardzo dobry polski film o tym uzależnieniu i to stosunkowo młody film, bo mówię tu o WSZYSCY JESTEŚMY CHRYSTUSAMI Marka Koterskiego z 2006 roku.Mój zarzut polega na tym, że te filmy są do siebie cholernie podobne. Można by wręcz pokusić się o stwierdzenie, że jeżeli widziałeś jeden, to widziałeś drugi. W obu filmach główny bohater jest wykształconym, oczytanym i elokwentnym człowiekiem, który jak się nachleje wygląda tak samo jak każdy inny żul. Oba filmy serwują niemałą dawkę czarnego humoru przeplatanego ze scenami ukazującymi różne czynności fizjologiczne wykonywane przez alkoholików.  W obu przypadkach fabuła nie jest prowadzona linearnie i nie do końca jest się pewnym czy to co widzimy dzieje się naprawdę czy jest wytworem chorego umysłu głównego bohatera. Niektórym te podobieństwa mogą nie przeszkadzać, ale mnie trochę to raziło. Miałem momentami wrażenie, że drugi raz poszedłem na ten sam film.

Nie zawiódł jednak reżyser, który sprawną ręką całość poprowadził i nie zawiedli aktorzy. Więckiewicz jest bez dwóch zdań moim ulubionym polskim aktorem. Jedną z największych moich porażek w zeszłym roku było to, że nie poszedłem do kina na WAŁĘSĘ. Więckiewicz wie kiedy ma coś grać subtelnie, odpowiednim spojrzeniem lub delikatnym gestem, a wie kiedy docisnąć pedał gazu i dać swoim aktorskim umiejętnościom zaszaleć. Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. W oczach tego człowieka można było zobaczyć tyle cierpienia i bólu, że widz nawet podświadomie się z nim w tym łączył. Drugoplanowe postacie też nie zawiodły. Mi osobiście oprócz rewelacyjnej jak zwykle Kingi Preis najbardziej się spodobała postać grana przez Andrzeja Grabowskiego. Wiąże się to z tym, że moja koleżanka opowiadała mi kiedyś o swoich doświadczeniach z ojcem alkoholikiem i powiedziała mi coś takiego, co dało mi dużo do myślenia. Powiedziała, że cackanie się z alkoholikami w ogóle nie wchodzi w rachubę. Nie ma co klepać po plecach, głaskać po głowie, przekonywać, że przecież tyle ludzi ich kocha i że warto dla nich żyć itp itd. Z takimi ludźmi trzeba podobno krótko. Właśnie to podejście reprezentował grany przez Grabowskiego dyrektor tego ośrodka. Pasował do tej roli wyśmienicie.

Tym samym dobiegł końca maraton Smarzowskiego. Trochę żałuję, że ostatni film mnie trochę rozczarował. To jest w dalszym ciągu bardzo dobry film, lepszy od 95% tego, co normalnie oglądamy w polskim kinie. Uważam jednak, że nic nowego na temat alkoholizmu nie wniósł, szczególnie dla kogoś, kto oglądał WSZYSCY JESTEŚMY CHRYSTUSAMI. Jestem jednak niezmiernie ciekaw co pan Smarzowski nam zaserwuje następnym razem. Przerwy między jego filmami robią się coraz krótsze, więc jest szansa, że przekonamy się wkrótce.

Kaczmar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *