Recenzja: THE AMAZING SPIDER-MAN 2 jest naprawdę niesamowity!

The Amazing Spider-Man 2 2014
Reżyseria: Marc Webb
Scenariusz: Alex Kurtzman, Roberto Orci
Obsada: Andrew Garfield, Emma Stone, Jamie Foxx, Dane DeHaan, Sally Fields, Paul Giamatti, Colm Feore
Czas Trwania:142 min

Powiem szczerze, że tego się nie spodziewałem. Pomimo tego, że Spider-Man jest jednym z moich ulubionych superbohaterów z dzieciństwa, filmy z jego udziałem były dla mnie sporym rozczarowaniem. Przede wszystkim trylogia Sama Raimiego. Druga część jest moim zdaniem jednym z najbardziej przereklamowanych filmów wszech czasów. Nawet świetny Alfred Molina jako Dr Octopus nie był w stanie uratować tego bałaganu. THE AMAZING SPIDER-MAN pomimo tego, że był zdecydowanie lepszy od poprzedników pozostawiał lekki niesmak spowodowany dziwnymi zabiegami fabularnymi oraz faktem, że całkowity reboot franczyzy po tak krótkim czasie zdawał się kompletnie niepotrzebny. Obawiałem się, że w tym przypadku moje odczucia będą podobne. Jakże się pomyliłem.

Zacznę może od najpoważniejszej wady tego filmu – fabuły, a właściwie jej zaskakująco małej ilości. Nie zrozumcie mnie źle, nie wpływa to tak naprawdę na przyjemność czerpaną z oglądania. Umówmy się, większość filmów akcji, do których faceci (ze mną włącznie) się wręcz ślinią fabuły mają jeszcze mniej. Pozwólcie, że przedstawię Wam w tym miejscu jedną podstawową różnicę między dwoma rodzajami filmów akcji. Czasami sceny akcji służą fabule, a czasami fabuła służy scenom akcji. Przedstawię to na przykładzie dwóch filmów z Willem Smithem (tak mi akurat przyszło do głowy) I, ROBOT i BAD BOYS II. W filmie I, ROBOT fabuła wymagała sceny, która by pokazała, że roboty zaczynają się buntować i są zdolne do krzywdzenia ludzi, a jedyna osoba, która na taki trop wpadła musi zostać usunięta. Stąd scena ataku chmary robotów na samochód Smitha w tunelu. W BAD BOYS II twórcy chcieli pokazać mega wypasioną rozpierduchę z dużą ilością wybuchów, więc napisali w scenariuszu, że nasi bohaterowie ruszają w pościg za złodziejami w dredach, a Ci za najlepszy środek do ucieczki uznają tira przewożącego samochody. Dostrzegli pewnie potencjał jaki drzemie w opcji rzucania samochodami w Ferrari naszych bohaterów. Czujecie różnicę?

Otóż czarne charaktery pojawiające się w drugiej części nowych przygód Spider-Mana nie mają jakichś wybitnie skomplikowanych powodów do rozpętania wojny…z różnych powodów są po prostu wściekli na Spider-Mana co stwarza sporo możliwości na widowiskowe sceny walk oraz pościgów. To by było na tyle jeśli chodzi o fabułę. Owszem, jest wątek romantyczny Petera i Gwen oraz ciąg dalszy śledztwa Petera w sprawie tego co naprawdę stało się z jego rodzicami. Wątki te jednak są praktycznie niezauważalne. Przyznam jednak, że początkowa scena w samolocie zrobiła na mnie wrażenie i nawet się lekko wzruszyłem, a właśnie dla fabuły jest ona bardzo istotna.

Tak jak to jednak w przypadku filmów akcji, dobrze i widowiskowo skręcone sceny akcji potrafią zrekompensować wiele i z tym właśnie mieliśmy do czynienia tutaj. Każda scena akcji była lepsza od poprzedniej. Jedyny zarzut jaki mógłbym im tak naprawdę zarzucić, to to że niektóre były za krótkie 🙂 Choreografia, efekty specjalne i genialna muzyka Hansa Zimmera (który po Batmanie i Supermanie ma chyba ambicję zatroszczyć się o wszystkich superbohaterów) sprawiły, że te sceny to była istna uczta dla oka i ucha.

Bardzo podobała mi się również para Garfield-Stone . Obdarzeni niesamowitym talentem i urokiem osobistym wycisnęli jednak z tej cieniutkiej fabuły bardzo dużą ilość emocji. Ja osobiście im kibicowałem w o wiele większym stopniu niż to miało miejsce w przypadku pari Kirsten Dunst i Tobey „jak udaję złość to mam minę jakbym miał sraczkę” Maguire. Nie będę zdradzał oczywiście co się w filmie dzieje, ale dzięki nim każda turbulencja w ich związku jakoś nas dotyka i do samego końca chcemy, żeby im się udało. Reszta aktorów też się spisała nawet jeżeli materiał nie dawał im na to za dużo możliwości. Jamie Foxx w roli Elektro miał ewidentnie spory ubaw. Jedynym aktorem, który mi nie do końca pasował był skądinąd świetny Dane Deehan jako Harry Osborn. Harry miał być z założenia trochę wycofany ,ale zaryzykuję stwiersdzenie, że Deehan uczynił z niego zbyt dużego zwyrola. aczkolwiek jak przestał być Harrym i zmienił się w Zielonego Goblina to pasował idealnie.

Na sam koniec dodam jeszcze, że film miał parę takich scen, które były bardzo, z braku lepszego określenia, komiksowe i mi się to cholernie podobało, bo przypomniałem sobie jak byłem małym szczylem i zaczytywałem się w komiksy o Człowieku-Pająku. Szczególnie scena z małym chłopcem na ulicy w ostatniej scenie filmu była kapitalnie urocza.

Bardzo mi się Spidey podobał i nie mogę się doczekać kolejnej części oraz planowanych spin-offów, a przede wszystkim THE SINISTER SIX. Fanom komiku na pewno się rzecz spodoba, a Ci którzy fanami nie są mogą się rozkoszować fenomenalnym letnim widowiskiem.

Kaczmar

 

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na

nl1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *