Raz na jakiś czas wpadnie mi w oko serial i choć z początku mi się wydaje, że to kompletnie rzecz nie dla mnie, to coś nie pozwala mi o tym zapomnieć. Tak miałem z serialem ARROW. Obejrzałem pierwszy odcinek, stwierdziłem, że to raczej nie moja bajka, ale co jakiś czas wracałem do niego myślami. Chodził ten serial za mną w pewnym sensie. W końcu się poddałem i pomiędzy końcem drugiego i premierą trzeciego sezonu zasiedliśmy razem z moją ukochaną ponownie do pierwszych odcinków. Co będę Wam ściemniał … gdzieś po odcinku nr 4 wiedzieliśmy, że mamy nowe uzależnienie. Teraz boli nas najbardziej, że na kolejne odcinki trzeba czekać cały tydzień. Uważam, że absolutnie powinniście dać temu serialowi szansę, a oto dlaczego:

1) FABUŁA

Deathstroke's_mask

Co tygryski (czyli ja) lubią najbardziej? Ciekawe fabuły podsycane duża ilością „twistów,” czyli zaskakujących zwrotów akcji. W ARROW jest ich całkiem sporo. Oczywiście, traktując fabułę jako fundament, to twórcy nie mieli zbyt trudnego zadania, bo za podstawę służy im cała masa komiksów z kilkudziesięcioletniej historii DC Comics. Zgrabnie sobie natomiast radzą z dostosowaniem tych fabuł do potrzeb współczesnego widza i dość zgrabnie są w stanie wyciągnąć kilka ciekawych odcinków z fabuły, która w komiksie trwała np. jeden albo dwa numery. Dialogi może nie powalają wyrafinowaniem i ostrością oraz wprowadzonych jest kilka wątków romantycznych co mnie osobiście trochę irytuje, zwłaszcza jeżeli postanawiają to ugryźć od strony jakże popularnej ostatnio koncepcji „trójkąta miłosnego.” Za każdym razem gdy coś takiego zaczyna się dziać, to przewracam oczami i myślę sobie „Dobra Oliver, olej w ch** tę Laurel i zaiwaniaj postrzelać  do kogoś z łuku.” Na całe szczęście tego typu scen nie jest aż tak dużo i faktycznie często Oliver leci postrzelać do kogoś z łuku :)
Niemała ilość flashbacków też jest ciekawym akcentem. Z początku myślałem, że te 5 lat, które Oliver spędził na wyspie nie będą dla mnie tak ciekawe jak to co się dzieje obecnie, ale póki co, to chylę czoła przed twórcami, ponieważ udało im się zapełnić ten rozdział historii Olivera ciekawymi postaciami i wciągającymi historiami.

2) SCENY AKCJI

arrow fight

Jak zaznaczyłem temat powyżej, tego typu scen jest całkiem sporo. I choć serial ten nie ma może nie wiadomo jak olbrzymiego budżetu, to jednak widać, że sporo tej kasy, którą mają idzie właśnie na fajną i przemyślaną inscenizację scen walk. Jest parę „dużych” momentów w serialu, które naprawdę robią wrażenie, ale też te skromniejsze sytuacje potrafią podnieść ciśnienie. Mowa tutaj o strzelaninach i scenach walk wręcz. Te ostatnie szczególnie robią wrażenie. Może nie są na poziomie filmu THE RAID, ale nie sposób nie zauważyć, ze osoby zatrudnione do ich wykonania znają się na rzeczy, a i sami aktorzy wiedzą to i owo o walce jeden na jeden. Wiadomo jednak nie od dziś, że sceny akcji nie są aż tak emocjonujące jak być powinny jeżeli nie biorą w nich udziału ludzie, na którym nam zależy. Na szczęście kolejnym powodem, dla którego warto ten serial oglądać to…

3) AKTORZY/POSTACIE

Arrow Season 3

Generalnie sprawa wygląda tak, że serial leci w USA na stacji CW, która znana jest z tego, że bardziej niż na talent stawia na wygląd aktorów. To właśnie na tej stacji lecą takie hiciory jak THE VAMPIRE DIARIES, THE ORIGINALS czy anulowany już serial GOSSIP GIRL. Nie dziwi w związku z tym fakt, że w ARROW wszyscy wyglądają jakby się urwali z sesji fotograficznej dla Ralpha Lauren’a. Serio … nawet Felicity, która jest wprowadzona do serialu jako dziewczyna od IT wygląda tak, że niejeden wydział na Politechnice mógłby się czuć wręcz urażony. Trzeba jednak przyznać, że jest parę perełek, które sprawiają, że oglądam losy tych postaci z olbrzymim zainteresowaniem. Mowa tutaj chociażby o postaciach Slade’a Wilsona czy Diggsa. Nawet nasz główny bohater, czyli Oliver Queen, na starcie już otrzymał bardzo ciekawą postać do zagrania. Co prawda moim zdaniem w pierwszym sezonie aktor Stephen Ammell nie radził sobie do końca z tym wyzwaniem ,ale chyba pomiędzy jednym, a drugim poszedł na jakieś zajęcia z aktorstwa, bo facet się zdecydowanie podciągnął. Pomimo pewnych sztucznych dialogów i momentów drewnianego aktorstwa zaserwowanego przez niektórych członków obsady (patrzę na Ciebie „Roy”), scenarzyści wymyślają dla swoich bohaterów coraz to ciekawsze wyzwania, które sprawiają, że z czasem zaczyna nam naprawdę na nich zależeć.

4) HUMOR

Arrow Felicity

Fajne jest też niewątpliwie to, że w serialu znajdziemy sporo sytuacji, z których się można zdrowo pośmiać. Niestety, główna postać, która ewidentnie miała służyć za odskocznię do niezliczonej ilości żartów i salw śmiechu, czyli Felicity moim zdaniem stara się zdecydowanie za bardzo. Efekt tego jest taki, że parę razy faktycznie uda jej się coś fajnie zagrać albo dobrym tekstem rzucić, ale jest to sytuacja 1 na 10. Pozostałe 9 wzbudzają żal. Nie rozczarowuje pod tym względem natomiast wspomniany już Diggs. Może to trochę stereotypowe, że czarny koleś jest zabawny, ale nic na to nie poradzę. David Ramsey poza tym dodaje tej postaci tyle charyzmy, inteligencji i wigoru, że jeżeli kiedyś coś się Diggsowi stanie, to będę szczerze smutny. Z sezonu na sezon coraz lepiej radzi sobie też nasz główny bohater z tworzeniem zabawnych sytuacji co jest o tyle dziwne, że z sezonu na sezon ma coraz więcej powodów, które prędzej by go skierowały w kierunku depresji. No ale nieważne. Najważniejsze jest to, że aktorzy ewidentnie się dobrze bawili na planie, a dodatkowo potrafią tą zabawą zarazić nas, widzów.

5) UCZTA DLA FANÓW KOMIKSÓW DC

suicide squad

No i najważniejsze na koniec. Wiadomo, że Green Arrow (tak w końcu brzmi jego pełny pseudonim) nie jest może tak popularną postacią wśród czytelników komiksów DC w Polsce jak Batman, Superman czy Green Lantern, ale na całe szczęście twórcy postanowili sięgnąć do całego arsenału złoczyńców i bohaterów z DC. Dzięki temu w serialu pojawią się postacie typu Deadshot czy Ra’s Al Ghul i jego League of Assasins. Nie wspominając o młodym chłopaku, który nazywa się Barry Allen i pojawia się w jednym z odcinków drugiego sezonu. Pod koniec odcinka wraca do siebie, do Central City, gdzie poraża go piorun. Jak się jesteście w stanie domyślić Barry zamienia się w Flasha i nawet dostaje własny serial 😉 Takich postaci, akcentów i mrugnięć oczkiem spodziewajcie się więcej. Twórcy wiedzą za jak olbrzymi skarbiec komiksowej wiedzy się zabrali, ale na nasze szczęście wiedzą jak z nim postępować, żeby pobudzać nasze zainteresowanie.

 To by było na tyle. Ufam Wam, że podejmiecie słuszną decyzję. Szczerze ten serial polecam. Nie oczekujcie intelektualnego wysiłku i zbyt dużo wspólnego z rzeczywistością, ale jeżeli zastanawiacie się nad czymś, co można sobie odpalić w piątkowy wieczór i dobrze się przy tym bawić, to ARROW moim zdaniem jest jak najbardziej dla Was.

Kaczmar

Arrow plakat B