RECENZJA: KINGSMAN zapewnia iście królewską rozrywkę!

Kingsman: Secret Service 2015
Reżyseria: Matthew Vaughn
Scenariusz: Matthew Vaughn, Jane Goldman
Obsada: Taron Egerton, Colin Firth, Samuel L Jackson, Mark Strong, Michael Caine, Sofia Boutella, Mark Hamill
Czas Trwania: 129 min

U-WIEL-BIAM takie filmy. Dzięki takim filmom jestem wdzięczny wszystkim, którym wypada być wdzięcznym za to, że coś takiego jak kino w ogóle powstało. Z góry przepraszam, ale ogólny wydźwięk tej recenzji, to będzie jeden wielki list miłosny do Matthew Vaughna za to, co dzięki niemu mamy szansę oglądać.

Skoro już o Vaughnie wspomniałem, to od niego zacznę. Z nim wiąże się zresztą dość ciekawa historia. Otóż Matthew Vaughn swoją karierą filmową rozpoczął od współpracy z Guyem Ritchiem i jaki ko-producent pracował przy filmach LOCK, STOCK AND TWO SMOKING BARRELS oraz SNATCH. Potem panowie się rozeszli i co się stało … Ritchie nakręcił SWEPT AWAY i REVOLVER, a Vaughn zrobił LAYER CAKE, KICK-ASS   i X-MEN: FIRST CLASS. Kto lepiej na tym wyszedł? Taki żarcik … oczywiście najlepiej wyszliśmy na tym my … widzowie. Mnie osobiście żaden z filmów Vaughna jeszcze nie rozczarował i wszystko co w jego filmach lubię jest bardziej niż widoczne w KINGSMAN. Ten styl, wyjątkowe zdjęcia, choreografia scen walk i genialny dobór muzyki sprawiają, że podczas seansu może niejednemu widzowi polecieć przysłowiowa ślinka.

Bardzo specyficzny humor to również cecha charakterystyczna jego filmów i również tego mamy w KINGSMAN całkiem sporo. Nie wiem czy można ten humor nazwać brytyjskim, bo choć typowo „angielskich” żartów jest w filmie sporo, to jako całość wydaje się być zupełnie inną bajką. Nie śmiejemy się tu tylko z sarkastycznych odzywek, ciętych ripost i inteligentnych dialogów, ale również z tego jak daleko są posunięte granice wyobraźni i autorów. Nie chcę tu podawać konkretów, ponieważ zupełnie szczerze nie chcę nic z tego filmu Wam popsuć, ale to co się czasami dzieje to przerasta ludzkie pojęcie. Łapiemy się za głowę i śmiejemy w niebogłosy jednocześnie – gwarantuję Wam.

Vaughn po raz kolejny zgromadził w swoim filmie wyjątkową obsadę, które nie dość, że doskonale radzi sobie zapewne z każdym możliwym materiałem, to tutaj potrafiła idealnie wyczuć klimat filmu i idealnie się w niego wpasować. Michael Caine i Mark Strong po raz kolejny pokazują, że trudno o lepszych aktorów pochodzących z Wysp. Colin Firth natomiast bardzo, ale to bardzo nas zaskoczył tym jak dobrze radzi sobie w scenach akcji i ogólnie takiej roli. Przeważnie ciepły i romantyczny, tutaj wcielił się w prawdziwego dżentelmena-twardziela, któremu każdy facet chyba niejednej cechy i umiejętności zazdrości. Samuel L. Jackson natomiast cudownie wykorzystał prosty zabieg jakim jest dodanie swojej postaci lekkiego seplenienia i wykorzystał maksymalny tkwiący w tym potencjał na humor, ale również na zastraszanie. Podobał mi się również młody Taron Egerton, który z zaskakującą lekkością przeskoczył z nastoletniego, ulicznego łobuza w buty prawdziwego brytyjskiego dżentelmena. Za taką umiejętność należy się największe możliwe uznanie.

Tak jak mówiłem – list miłosny. Nie wiem czy jest w tym filmie coś co mi się nie podobało. Wręcz na pewno nie ma i możecie być spokojni, że zobaczycie ten film na mojej liście Top 10 roku 2015.

Kaczmar

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na

nl1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *