RECENZJA: THE EQUALIZER dobrym męskim kinem!

The Equalizer 2014
Reżyseria: Antoine Fuqua
Scenariusz: Richard Wenk
Obsada: Denzel Washington, Chloe Grace-Moretz, Marton Csokas, David Harbour
Czas Trwania: 132 min

Czasami w recenzjach, artykułach czy opisach filmów pojawia się takie hasło jak “męskie kino” i dość często jest to pojęcie trudno do zdefiniowania. Żartobliwie niektórzy mogą mówić, że chodzi o to, aby w filmie było dużo krwi, cycków, scen akcji i przeklinania. Moim zdaniem jednak odbiega to dość znacznie od prawdy. Nie żeby miał coś przeciwko, którejkolwiek z tych rzeczy, ale pojęcie „męskie kino” dla mnie oznaczało coś o wiele bardziej subtelnego. I to trudne do zdefiniowania „coś” jest właśnie bardzo dobrze wykorzystane w najnowszym filmie Antoine Fuqua THE EQUALIZER.

Film oparty jest na serialu z lat 80tych, którego nie widziałem i chciałem to zaznaczyć na samym początku, żeby z góry zaznaczyć, że żadnych porównań tutaj czynić nie będę. Historia, którą opowiada jest natomiast dość prosta. Oto zwykły facet, który w żaden sposób nie wyróżnia się z tłumu okazuje się emerytowanym agentem bliżej niesprecyzowanej agencji (film sugeruje, że było to CIA), który w ciągu dnia pracuje na magazynie takiego amerykańskiego Leroy Merlin, a w nocy wyrusza na ulice miasta i pomagać ludziom słabszym i takiej pomocy właśnie potrzebującym . Proste? Proste.

Film mógłby nam służyć za pewnego rodzaju pilot takiego serialu, ponieważ spotykamy naszego bohatera w niezbyt wesołym punkcie jego życia. Ewidentnie niezadowolony ze swojego obecnego stylu życia spędza noce w małej kawiarni, w której poznaje pewną prostytutkę, której nieciekawy życiorys porusza go do tego stopnia, że postanawia jej pomóc … i tak się wszystko zaczyna.

I teraz właśnie chcę nawiązać do tej definicji „męskiego kina”, o której pisałem wcześniej. THE EQUALIZER to jest film, którego główny bohater nie potrzebuje jakichś specjalnych powodów, żeby robić to co robi. Nie interesują go sądy, policja czy polityka. On widzi po prostu, że komuś dzieje się krzywda i postanawia im pomóc. Dla niego na pierwszym miejscu są zawsze ludzie, którzy sami sobie pomóc nie potrafią i nie cofnie się przed niczym, żeby ich sytuację poprawić.

Robi to bardzo często w niezwykle kreatywny sposób, to trzeba przyznać. W niejednej scenę walki, albo po prostu scenie rozprawiania się z przeróżnej maści złoczyńcami (oczywiście ruskimi, jakżeby inaczej) nasz bohater ani razu nie używa pistoletu. Znajduje dużo ciekawsze sposoby na rozprawianie się z przeciwnikami.

W tym momencie dochodzimy do odtwórcy głównej roli, czyli niezawodnego Denzela Washingtona, który dołącza tym filmem do jakże popularnego ostatnio panteonu „bohaterów kina akcji po 50tce” i radzie sobie tak samo dobrze jak jego koledzy, a w paru aspektach nawet lepiej. Jest też w zaskakująco dobrej formie. Jak oglądałem jego poprzednie filmy akcji czyli SAFE HOUSE i tragiczne 2 GUNS, to nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jakkolwiek długo się dobrze trzymał, to jednak w końcu Denzel został doścignięty przez swój wiek i przestał wyglądać wiarygodnie w tych rolach. Tutaj jednak mnie pozytywnie zaskoczył. Może to była kwestia podejścia. Oglądając ten film od początku wiedziałem, że nasz bohater jest na emeryturze i może dlatego to wszystko miało sens. Dodatkowo Denzel w pełni wykorzystuje swój olbrzymi talent aktorski w scenach, które wymagają od jego bohatera wykorzystania szarych komórek zamiast pięści.

O czarnych charakterach nie ma co pisać, bo są tak sztampowo rosyjscy, że aż się śmiać chce. Jedno co mi się podobało to sposób, w jaki Fuqua postanowił pokazać nam jak bardzo nasz bohater różni się od swojego głównego nemesis w tym filmie. Chwilę po tym jak McCall rozprawia się z grupą gangsterów w sposób niezwykle szybki, cichy i nawet w pewnym sensie delikatny, kilka scen później widzimy jak jego rosyjski odpowiednik zabija jednego człowieka w sposób bardzo, ale to bardzo brutalny. Podobało mi się to zestawienie dwóch takich charakterów.

Reasumując cieszy mnie bardzo fakt, że ciągle ktoś robi takie kino akcji w starym dobrym stylu, gdzie nacisk kładziony jest na ciekawą główną postać i sprawną realizację. Duet Washington-Fuqua nie rozczarował i nie mogę się doczekać już zapowiedzianej części drugiej.

Kaczmar

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na

nl1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *