Witajcie moi drodzy!

Będę się pewnie powtarzał jak zdarta płyta, ale bardzo podoba mi się polityka gdańskiego klubu B90, szczególnie z mojej perspektywy fana heavy metalu. Mogliście już na łamach naszego bloga znaleźć relacje z koncertów takich legend ciężkiego grania, jak Testament, Paradise Lost czy Machine Head, które odbyły się właśnie w B90. Włodarze klubu naprawdę starają się ściągać do Gdańska tuzy ciężkiego grania i nie inaczej było 02.04 br., kiedy to na deskach klubu zagrała legenda death metalu – Nile. Towarzyszyli im: gdańscy death metalowcy z Ogotay, death-core’owy Embryo z Włoch oraz izraelscy blackmetalowcy z Melechesh. Taki skład zapowiadał, że budynek klubu powinien trząść się w posadach. Czy tak było?

Niestety, z różnych przyczyn, na występy Ogotay i Embryo nie dotarłem, aczkolwiek żałuję tylko tego, że nie zobaczyłem gdańskiej załogi, byłem ciekaw jak tam się miewa death na Pomorzu. Z zaufanego, lubującego się w dźwiękach śmierci źródła wiem jednak, że dali radę i warto zwrócić na nich uwagę. Jeśli zaś chodzi o Włochów, to po sprawdzeniu paru ich utworów na YT, kompletnie nie czułem potrzeby zapoznawania się z ich twórczością na żywo. Jeśli, jak wspominałem w moim muzycznym TOP10 ubiegłego roku, z detah metalem nie jest mi do końca po drodze, to z death corem tym bardziej. Wspomniane źródło potwierdziło, że wypadli cienko.

nl1

Tak naprawdę najbardziej liczyłem na występ ostatniego supportu, czyli Melechesh. Spośród wszystkich występujących tego wieczoru zespołów ich repertuar znałem najlepiej, a w dodatku ich ostatni album „Enki” bardzo mi się podobał (4. miejsce na wspomnianym TOP10), więc siłą rzeczy chciałem zweryfikować moc uderzenia tego materiału na żywo.

nl2

Muszę przyznać, że zespół nie rozczarował. Zagrali głośno, agresywnie, z solidnym brzmieniem, dobór utworów był fajny (m.in. 3 kawałki z „Enki”). Jak dla mnie grali trochę zbyt krótko, ale cóż… taka rola supportu.

nl3

I tu niestety należałoby już wspomnieć o największym chyba mankamencie koncertu, a mianowicie o frekwencji. Powiedzieć o niej, że była mizerna, byłoby stwierdzeniem bardzo łaskawym. Klub świecił pustkami, a dodatkowo znakomita większość przybyłych nastawiona była tylko i wyłącznie na występ headlinera. Przez to oczom moim ukazał się obrazek, kiedy to nascenie Melechesh wyciska z siebie siódme poty, gitary tną jak brzytwy, dudnienie centralek wywraca trzewia do góry nogami, a grupka zgromadzonych pod sceną ludzi przygląda się temu, jakby oglądała obraz w galerii sztuki. Przyznam szczerze, że aż mi się trochę głupio zrobiło przed artystami, że tak to wyglądało. Rozmawiałem zresztą po koncercie z Ashmedim (liderem Melechesh) i wyraziłem ubolewanie nad tym, co oglądał zza mikrofonu. Mój rozmówca był jednak na tyle taktowny, że stwierdził, iż było spoko, że cieszył się, że mógł zagrać w Gdańsku i że dobrze się bawił. Ja mimo wszystko przeprosiłem i zaprosiłem do ponownej wizyty w Gdańsku. Oby ta niska frekwencja nie wpłynęła na plany koncertowe Melechesh w przyszłości. Pożyjemy, zobaczymy.

nl4

No i na koniec gwiazda wieczoru, której pojawinie się na scenie zadziałało jak magnes na metal, bo nagle skupisko czarnej braci pod nią znacznie się zagęściło. Okazało się, że wielu fanów chowało się do tej pory po kątach, czekając aż pojawią się ich ulubieńcy. Jednak mimo tej mobilizacji, nadal widać było jak na dłoni, że ludzi jest najzwyczajniej w świecie mało.

nl5

Występ Nile zaczął się od instrumentalnego wstępu łączącego dźwięki fortepianu i gitary akustycznej. Następnie na scenie pojawili się muzycy, a lider zespołu – Karl Sanders – poprosił zgromadzonych pod sceną by na siebie uważali i się kochali… Ta, jasne! 😛 I może jeszcze chórki żeńskie sobie dorzucili?! Rozp…l od początku do końca, tego można było doświadczyć w ten sobotni wieczór w B90!

nl6

Set lista była bardzo przekrojowa, jeśli się nie mylę, to każdy album Amerykanów miał podczas tego koncertu swojego przedstawiciela. Znalazło się miejsce również dla „Evil To Cast Out Evil” z ostatniego albumu grupy, który zadziwiająco mocno przypadł mi do gustu, mimo iż generalnie muzyka Nile średnio do mnie przemawia. Było głośno jak cholera i brutalnie, czyli dokładnie tak, jak miało być. Brzmienie również było na bardzo przyzwoitym poziomie. W przerwach między utworami Karl i Dallas zagadywali dowcipnie do publiczności pokazując, że całkiem sympatyczne i wyluzowane z nich typy. Widać było, że chłopaki dobrze się bawią. Publiczność sprawiała podobne wrażenie. Niżej podpisany na pewno dobrze się bawił. 😉

nl7

I tak oto zakończył się kolejny udany koncert, oby więcej takich w Gdańsku i oby przy udziale liczniejszej widowni. Jeszcze raz podziękowania dla B90! Do następnego razu. 😀