Witajcie moi Drodzy!

Koncertowy rok 2017 czas zacząć, a najlepiej zrobić to mocnym uderzeniem, nieprawdaż? Taki właśnie uderzenie zapewnił w minioną niedzielę w gdańskim B90 szwajcarski Triptykon z legendarnym Tomem G. Warriorem na czele. Zespół przyjechał na trasę po naszym kraju, która objęła jeszcze Kraków, Wrocław i Warszawę. A jak było na Pomorzu? Oj, było ciężko!

W roli supportów wystąpiły polskie ekipy Mord’A’Stigmata i Blaze Of Perdition oraz niemiecki Secrets Of The Moon. Niestety z przyczyn niezależnych ode mnie, nie udało mi się zobaczyć polskich zespołów, na występ Niemców byłem już jednak na miejscu.

nl1

Nie znałem wcześniej tego zespołu, nie zapoznawałem się też z ich repertuarem przed koncertem, podszedłem więc do ich występu bez jakichkolwiek oczekiwań. Muszę przyznać, że ich mieszanki doomu i blacku słuchało się nawet przyjemnie, jest to granie dosyć klimatyczne i wielowymiarowe. Nie wiem jednak, czy to przez towarzyszącą całemu występowi Secrets Of The Moon i utrudniającą mi nieco oddychanie mgłę, czy za bardzo byłem już napalony na wejście gwiazdy wieczoru, ale jakoś mnie ekipa z Osnabrück nie porwała i nie skłoniła do machania łbem pod sceną. Pozostała część widowni miała najwyraźniej podobnie, bo przyjęcie Niemców było, ujmując delikatnie, stonowane.

nl1

Z lekkim opóźnieniem na scenę, udekorowaną odwróconymi krzyżami i grafikami śp. H. R. Gigera, wkroczył na scenę bóg ciężaru – Tom G. Warrior – w towarzystwie swojego zespołu. Nagle pod sceną, jakby znikąd, wyrósł tłum żywiołowo reagujących ludzi. Widać było jak na dłoni, dla kogo fani przyszli tego wieczoru do B90.

nl1

Repertuar zaprezentowany na deskach gdańskiego klubu nie różnił się generalnie od tego, co na ogół prezentuje na żywo Triptykon, czyli trochę z własnej dyskografii, a trochę z Celtic Frost. Tym razem było pół na pół. Jeśli chodzi o dokonania Celtic Frost, to potraktowane zostały dosyć przekrojowo. Usłyszeliśmy „Procreation (of the Wicked)” , „Dethroned Emperor”, „Circle of the Tyrants”, „Morbid Tales” oraz mój ukochany „Ain Elohim” z ostatniego LP tejże formacji, czyli „Monotheist”. Z repertuaru Triptykon zagrano „Geotia” i „The Prolonging” z „Eparistera Daimones” oraz „Tree Of Suffocating Souls”, „Altar Of Deceit” i „Aurorae” z ostatniego albumu kapeli – „Melana Chasmata”. Zaiste, na zróżnicowanie nie można było narzekać.

nl1

Spisali się tego wieczoru akustycy. Każdy kto słyszał ostatnie dokonania Toma i s-ki (czy to w Triptykonie, czy na ostatnim albumie Celtic Frost) wie, że ich brzmienie charakteryzuje się ogromnym ciężarem i brudem, uszy słuchacza atakuje istna ściana dźwięków. I to udało się oddać zespołowi i akustykom na gdańskim koncercie. Dźwięk gitar wibrował w uszach, perkusja powodowała drganie trzewi, a bas wywoływał uczucie, jakby zgniatała nas prasa hydrauliczna. Katorga, ale i uczta dla uszu. 😉

nl1

Widać było, że zespół był w formie. Tom wespół z V. Santurą dawali radę tak na wiosłach, jak i wokalnie, Norman z dzikością okładał swój zestaw perkusyjny, a Vanja z każdym praktycznie uderzeniem kostki o struny basu wykonywała machnięcie swoją długaśną, czarną czupryną. Basistka zespołu była zresztą obiektem wyznań miłosnych z widowni, co Tom skwitował komentarzem, że Triptykon też ją kocha, ale tak się składa, że zespół pokochał ją pierwszy więc… sorry drogi widzu. 😛 Był też jeden dziwak, który z jednej strony zdawał się dobrze bawić, ale w przerwach między utworami wykrzykiwał w stronę zespołu bełkotliwie jakieś mało sympatyczne uwagi. Cóż, pokazuje to tylko, że alkohol jest dla ludzi dojrzałych.

nl1

Warto było w tę marcową niedzielę zjawić się w B90, żeby zobaczyć i usłyszeć na scenie żywą legendę. Był to naprawdę dobry występ i osobiście mam nadzieję, że Triptykon będzie powracał częściej do naszego kraju.

nl1

Maggot