Logan 2017
Reżyseria: James Mangold
Scenariusz: James Mangold, Scott Frank, Michael Green
Obsada: Hugh Jackman, Patrick Stewart, Dafne Keen, Boyd Holbrook, Stephen Merchant, Elizabeth Rodriguez
Czas Trwania: 137 min

O tym filmie powiedziano już wiele, swoją opinię wyraził już między innymi mój „klubowy” kolega Kaczmar (do jego wideorecenzji zapraszam tutaj). Biorąc pod uwagę, że niniejsza recenzja pojawia się jakiś czas po premierze „Logana”, można by pewnie uznać ją za zbędną. Chcę się jednak z Wami moimi wrażeniami podzielić, a i uważam, że o tym filmie powinno się pisać jak najwięcej, bo… Bo jest to film doskonały.

O co zatem w tym wszystkim chodzi? Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości. Logan (Hugh Jackman, tak jakby ktoś nie wiedział 😉 ) wyraźnie się postarzał, jest ewidentnie zmęczony życiem i lekko zaniedbany, dużo pije. Pracuje jako kierowca limuzyny i widać jak na dłoni, że nie jest to praca jego marzeń. Z czasem dowiadujemy się, że nasz ukochany, zmutowany przedstawiciel łasicowatych rezyduje w Meksyku, gdzie opiekuje się starym i schorowanym Profesorem X (sir Patrick Stewart, też jakby ktoś nie wiedział…), w towarzystwie jeszcze jednego mutanta – białoskórego Calibana (Stephen Merchant). Logan zbiera pieniądze na zakup jachtu, którym mógłby wraz z towarzyszami odpłynąć w siną dal zostawiając w tyle piaski pustyni i problemy, z którymi się boryka. Sprawy komplikują się, gdy znikąd pojawia się mała Laura (Dafne Keen), ewidentnie mutantka, którą ściga niejaki Pierce (Boyd Holbrook) w towarzystwie swojej ekipy zmodyfikowanych cybernetycznie najemników. Brzmi sztampowo i przewidywalnie? To tylko pozory, historia jest o wiele bardziej złożona, ale nie zamierzam jej tu zdradzać, żeby nie odbierać nikomu frajdy z oglądania. Należy od razu jednak wspomnieć o ogromnej zalecie tego filmu, a konkretniej jego scenariusza. Gdy rozmawiałem z moją dziewczyną jakiś czas po seansie Logana (nie oglądała wcześniejszych części X-Men, poza „Apocalypse”), zadała mi pytanie, czy w jego trakcie czułem potrzebę, żeby tłumaczyć jej kto jest kim i co działo się w poprzednich częściach. Odpowiedź brzmiała – „nie”. Gdy ja zapytałem ją, czy ona czuła, że nieznajomość wcześniejszych części utrudnia jej oglądanie tej, odparła również „nie”. I to jest właśnie niesamowite w tym filmie. Po pierwsze, widz dostaje tylko strzępki informacji na temat tego, co wydarzyło się wcześniej. Wiemy, że doszło do jakiegoś tragicznego zdarzenia, wiemy, że nie ma już więcej mutantów i tyle. Nie mamy jednak poczucia, że czegoś brakuje, a aktualne wydarzenia są na tyle zajmujące, że nawet nie czujemy potrzeby poznawania historycznego tła. Ten zabieg pomógł również odciąć się od całego tego czasoprzestrzennego bałaganu, jaki wywołała trylogia prequeli („Pierwsza Klasa”, „Przyszłość, która nadejdzie” i „Apocalypse”), kiedy trudno już było się połapać kto, gdzie, kiedy, z kim i w jakim równoległym wszechświecie. Którego z poprzednich filmów nie przyjąć jako tej jedynej słusznej linii czasowej, „Logan” wpasowuje się w nią idealnie. Wielkie brawa dla scenarzystów.

Czymże byłaby fabuła, bez bohaterów? Hugh Jackman już na zawsze pozostanie w naszych sercach jako Wolverine. On po prostu jest tym bohaterem i raczej nikt nie spodziewał się, że w tym filmie miałoby być inaczej. Dodatkowo jednak historia tu opowiedziana, jak również wyższa kategoria wiekowa filmu, dały mu dodatkowy arsenał, żeby wyciągnąć z tej postaci maksimum. Tak chyba każdy fan wyobrażał sobie podstarzałego Rosomaka. Patrick Stuart również jest klasą sam dla siebie w roli Charlesa Xaviera. Doskonale zagrał człowieka, który stracił swoją niegdysiejszą charyzmę, opanowanie i zarażający spokój, stając się schorowanym, zmęczonym, bezbronnym i trochę zrzędliwym starcem. Ale cóż, trzeba być Profesorem X, żeby tak zagrać Profesora X, a sir Patrick Stewart po prostu tym bohaterem jest, czy tego chce, czy nie. :) Bardzo dobrze zaprezentowała się również Dafne Keen w roli małej Laury, choć jej bohaterkę początkowo nieco trudno polubić. Dał radę Boyd Holbrook jako wyposażony w mechaniczną rękę a’la Terminator Pierce. Sprawił, że mimo iż jego bohater to straszna kanalia, to jednak ma w sobie pewien zawadiacki urok i luz, którego brakuje zdecydowanie jego tępo ciosanym podkomendnym. Na uwagę zasługuje też Stephen Merchant w roli Calibana, mutanta którego super-mocą jest chyba nadludzki sarkazm. 😛 Tak naprawdę nie ma tu słabych punktów, jeśli chodzi o grę aktorską. Każdy, kogo rola nie ogranicza się do zbierania łupnia od Wolverine’a, zagrał co najmniej poprawnie, a jego bohater nie wyróżnia się negatywnie na tle innych.

Jak już zapewne wiecie, film dostał w USA kategorię wiekową R. Co to oznacza? Po pierwsze film jest bardzo brutalny. Jego podtytułem mogłoby być „Na ile sposobów można wbić komuś w głowę szpony z adamantium”. O tak, twórcy filmu byli w tej materii bardzo kreatywni, a krwi na ekranie leje się sporo. Druga sprawa to wulgaryzmy. Po pierwszych parunastu minutach filmu można dojść do wniosku, że ulubionym filmem Jamesa Mangolda jest chyba „Scarface”. Taki język pasuje jednak do Wolverine’a jak ulał. Pamiętacie jego gościnny występ w „X-Men: Pierwsza klasa”, gdy powiedział Xavierowi i Lensherowi, co mogą ze sobą zrobić? Założę się, że po zobaczeniu tej sceny, każdy fan X-Men fantazjował o filmie, w którym Logan cały czas by się tak wysławiał. „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie”. :)

Poza tym, że film jest brutalny i wulgarny, jest też bardzo prawdziwy. Pokazuje, że superbohaterowie pod swoimi maskami i kostiumami, pod pancerzami supermocy są też tylko ludźmi, którzy kiedyś się zestarzeją, będą schorowani i zależni od innych, zniedołężniali. Pokazuje również, że mają oni psychikę, jak każdy inny człowiek, a ta psychika nie wytrzyma wszystkiego, kiedyś pojawią się poważne dołki, depresje. Moim zdaniem żaden dotychczasowy film o super-herosach (niezależnie od stajni komiksowej) nie pokazał tych zagadnień w tak sugestywny i wiarygodny sposób. Ręce same składają się do oklasków.

Czy jest się do czego przyczepić? Ok, jest w filmie parę momentów, które się delikatnie dłużą, ale to jak mikrokropelka dziegciu w cysternie miodu. Aha, i nie ma Magneto! 😛 A Hugh Jackman mówi z amerykańskim akcentem, mimo iż jest Australijczykiem, a to oszukiwanie widzów! 😉 Jak widzicie, wyszukuję zarzuty na siłę, bo obiektywnie nie przychodzą żadne do głowy.

„Deadpool” pokazał światu, że można kręcić brutalne i wulgarne filmy o superbohaterach i przy okazji zarobić na tym górę siana. „Logan” tylko ten fakt potwierdził. Dodatkowo pokazał, że mogą to być opowieści głębsze i bardziej ambitne, nie nastawione li tylko na rozrywkę, ale i skłaniające do refleksji. Ma wszystko czego potrzeba – doskonałą obsadę, dobrą historię, klimat, trzyma w napięciu, jest wulgarny, brutalny, a przy tym bardzo ludzki. Oby więcej takich perełek. Ode mnie 9,5/10. Marsz do kin albo wkrótce do sklepów po DVD lub Blue Ray!

Maggot

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na

nl1