RECENZJA: Life

Life

Rok: 2017
Reżyseria: Daniel Espinosa
Scenariusz: Rhett Reese, Paul Wernick
Obsada: Jake Gyllenhaal, Ryan Reynolds, Rebecca Ferguson, Hiroyuki Sanada, Olga Dihovichnaya, Ariyon Bakare
Czas Trwania: 103 min

W kosmosie nikt nie usłyszy Twojego krz… Nie, to nie ten film. A jednak jest coś takiego w „Life”, wchodzącym właśnie do kin filmie sci-fi, co nieodparcie kojarzy się z kultowym klasykiem Ridley’a Scotta sprzed 38 lat. Ale po kolei.

Film opowiada historię szóstki astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej orbitującej Ziemię. Ich misją jest przechwycenie powracającej z Marsa sondy, która dostarczyć ma próbki gleby, zawierające najprawdopodobniej jakieś żywe organizmy. Ludzkość stoi w obliczu największego odkrycia w swoich dziejach – życie poza naszą planetą. Sondę udaje się przechwycić, a dostarczony materiał w istocie zawiera życie. Kolejnym etapem misji jest zbadanie i poznanie owego organizmu oraz ocena, czy nie zagraża on w jakikolwiek sposób ludzkości. I tu, jak możecie się domyślać (co również jasno daje do zrozumienia zwiastun) sprawy zaczynają się komplikować, a życie załogi staje w obliczu śmiertelnego zagrożenia.

Jeśli mamy do czynienia z akcją w kosmosie i jakimiś obcymi formami życia (jakie by one nie były), a film reklamowany jest jako sci-fi horror/thriller, to przede wszystkim oczekujemy po nim atmosfery – mrocznej, klaustrofobicznej, chcemy czuć niepewność, niepokój czy wręcz strach razem z naszymi bohaterami. Jak jest w istocie? Ujmując sprawy krótko – nierówno. Owszem, da się odczuć napięcie w niektórych momentach, jest trochę tego uczucia niepewności, ale na pewno nie strachu. Nie oszukujmy się – „Life” nie jest horrorem. Nie uświadczymy tu tego klaustrofobicznego uczucia strachu, którego oczekiwalibyśmy będąc zamkniętymi w blaszanej puszce w otchłani kosmosu, z tym „czymś” na pokładzie. Nie liczcie na to, że będziecie z przerażenia wbijać paznokcie w oparcia foteli tak, że potem pracownicy kina będą musieli was odczepiać przy pomocy łomów.

Film bardzo dobrze prezentuje się od strony wizualnej. Ujęcia z zewnątrz stacji, widok na Ziemię z kosmosu, jak i sama stacja, jej konstrukcja i wnętrza, kostiumy, wszelkie światełka, guziczki, pierdółki, wszystko stoi na wysokim poziomie i nie ma za bardzo do czego się przyczepić.

Całkiem dobrze wypada również aktorstwo. Mamy tutaj naprawdę solidną obsadę, z Ryanem Reynoldsem i Jake’m Gyllenhaalem na czele. Co ciekawe, znany m.in. z „Ostatniego Samuraja” i „Wolverine’a”, Hiroyuki Sanada po raz drugi wciela się w rolę astronauty w filmie z gatunku kosmicznego sci-fi/thrillera. Pierwszym takim filmem był „W Stronę Słońca” (oryg. „Sunshine) z 2007 r. Cała obsada bez problemu radzi sobie tak ze scenami luźnych, koleżeńskich rozmów i żartów, jak i z sytuacjami kryzysowymi, w których trzeba walczyć o życie. Oscary za kreacje aktorskie raczej się dla tego filmu nie posypią, ale nie ma mowy o jakiejkolwiek sztuczności czy braku autentyczności. Mam tylko pewien problem z Ryanem Reynoldsem. W większości przypadków rzeczywisty urok i dowcip Ryana przenosi się na jego bohaterów, a apogeum tego zjawiska miało miejsce w „Deadpool”. Podobnie jest w „Life”. Grany przez niego Rory jest oczywiście największym dowcipnisiem pośród załogi. I kiedy nagle sprawy zaczynają przybierać poważny, wręcz dramatyczne obrót, ta poważna strona Rory’ego traci nieco na wiarygodności, ma się podskórne wrażenie, że to po prostu do Reynoldsa nie pasuje. Ale może to tylko moje odczucia, przekonacie się sami.

Słówko wzmianki należy się muzyce, którą niestety oceniam negatywnie. Nie chodzi o to, że kompozycje są słabe, wręcz przeciwnie, jej autor – Jon Ekstrand – wykonał kawał dobrej roboty. Chodzi o to, jak owa muzyka wykorzystywana została w filmie, a posłużyła ona twórcom do atakowania uszu widza. W nieumiejętny, w mojej opinii, sposób próbuje się wywołać przy jej pomocy emocje. Jest smutno – walimy po uszach jakimś smutasem, jest napięcie, to ładujemy wielkokalibrowym, głośnym, pompatycznym motywem. Wygląda to trochę tak, jakby twórcy filmu obawiali się, że poszczególne sceny nie wzbudzą w widzach pożądanej reakcji, więc podsuwa się im podprogowo komunikat za pomocą muzyki. „Uważaj widzu, zaraz coś się stanie, więc na wszelki wypadek, żebyś tego nie przegapił, rozkręcimy na maksa głośność i zapodamy Ci kawałek, który wgniecie Cię w fotel”. To nie pomaga, a momentami węcz rozprasza.

Jeśli chodzi o samą fabułę filmu i zawarte w nim pomysły, to jest całkiem nieźle na tym polu. Nie chcę zdradzać szczegółów, żeby nie odbierać frajdy z oglądania, ale muszę przyznać, że to czym jest ów organizm przywieziony z Marsa okazało się być pomysłem ciekawym i oryginalnym. Widać, że „Life” nie chce być tylko kolejnym, przeładowanym efektami, bezmyślnym dreszczowcem, ale zapatrzył się na takie produkcje jak „Grawitacja” czy „Interstellar” i aspiruje do kina bardziej ambitnego i podchodzącego do tematu bardziej naukowo. Udaje się to ze zmiennym szczęściem. Z jednej strony takie na przykład eksperymenty na znalezionej formie życia sprawiają wrażenie dość sensownych i wiarygodnych, z drugiej jednak jakoś się wszystkim zapomniało, że w przestrzeni kosmicznej nie rozchodzi się dźwięk. 🙂 To co jeszcze zasługuje na pochwałę, to fakt iż nie ma tu typowej historii „ta wspaniała, dzielna załoga kontra przebiegły i okrutny obcy”. Nic nie jest czarno-białe, a wiele sytuacji rodzi się z ludzkich błędów, z niedopatrzeń, braku przeszkolenia czy zmęczenia. To dodaje filmowi pewnego realizmu, bo pokazuje, że ludzie są tylko ludźmi i bardzo często to właśnie ich błędy, a nie przysłowiowa „złośliwość rzeczy martwych”, prowadzą do tragedii.

Podsumowując, „Life” to kawałek solidnego kina sci-fi. Nie spodziewajcie się horroru na miarę „Obcego”, ani wizualizacji wykładów fizyków teoretycznych jak w „Interstellar”, a wtedy ten film Was nie zawiedzie i obdaruje was prawie dwiema godzinami przyjemnej rozrywki. Śmiało mogę go polecić, a ocena jaką mu wystawiam to 7/10.

Maggot

Ocena: 7/10

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na

nl1

3 thoughts on “RECENZJA: Life

Odpowiedz na „AdrianAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *