Witajcie drodzy melomani!

Oj ciekawie zapowiada się ten koncertowy rok, bardzo ciekawie. Biedaczek portfel i staruszek czas nie pozwolą co prawda zobaczyć na żywo wszystkich gwiazd, które postanowiły nasz piękny kraj odwiedzić, ale KoRn znalazł się na mojej liście obowiązkowej, a poniżej możecie przeczytać krótką relację z ich występu na warszawskim Torwarze, który odbył się 31. marca.

Legenda nu-metalu z Bakersfield w stanie Kalifornia po raz kolejny zawitała do Polski, tym razem zabierając ze sobą swoich krajan z Hellyeah oraz Niemców z Heaven Shall Burn. Na pierwszy ogień poszła amerykańska supergrupa, w której udzielają się m.in. wokalista nieistniejącego już Mudvayne – Chad Gray oraz perkusista legendarnej, nieodżałowanej Pantery – Vinnie Paul. Ich mieszanka na wskroś amerykańskiego rocka i metalu całkiem skutecznie podgrzała publiczność, która ochoczo skakała, żwawo pogowała i wyrzucała w górę pięści i „różki”. Było solidnie, głośno, melodyjnie i energetycznie. Czegóż chcieć więcej?

nl1

nl1

Jak to czego? Więcej hałasu! Tego niemiecki skład Heaven Shall Burn dostarczył zgromadzonej na Torwarze publiczności sporo. Pół godziny metal-core’owej galopady podgrzał jeszcze bardziej już i tak całkiem gorącą publiczność pod sceną. Szybkie tempa piosenek bardzo szybko zmotywowały zgromadzonych na płycie wariatów do szaleńczego biegania w kółko w co i rusz tworzących się młynach. Jednakże dla mnie, jako dla widza tym razem bardziej statecznego, stojącego nieco dalej, muzyka Niemców bardzo szybko stała się męcząca. Tak naprawdę praktycznie wszystkie utwory były na przysłowiowe „jedno kopyto” i szybko zaczęły nużyć. Nie można jednak odmówić chłopakom energii i zaangażowania, i choćby za to należały im się brawa.

nl1

nl1

Torwar był już jednak gotowy na gwiazdę wieczoru. Występ zaczął się od razu „z grubej rury”, bo od wkurzonego na maksa kawałka jakim jest „Right Now” z albumu „Take A Look In The Mirror”. Zaraz po nim wybrzmiał z głośników równie ciężki „Here To Stay” z „Untouchables”.

nl1

Najnowszy album grupy – „The Serenity Of Suffering” – reprezentowany był na szczęście tylko przez 2 utwory – „Rotting In Vain” i „Insane”. Celowo użyłem sformułowania „na szczęście”, ponieważ ostatni długograj KoRn rozczarował mnie dosyć mocno i mimo iż była to trasa promująca ów krążek, to cieszyłem się, że usłyszałem więcej starego materiału.

nl1

Zgromadzeni na Torwarze fani usłyszeli więc standardowe, koncertowe pewniaki jak „Blind”, „Freak On A Leash” czy „Falling Away From Me”, znalazło się też jednak miejsce dla utworów raczej rzadziej granych, jak choćby „Twist”, „Good God” czy „Word Up!”. Ten ostatni utwór przeszedł płynnie w „Coming Undone”, w który z kolei wpleciony został fragment „We Will Rock You” Queen.

nl1

Wykorzystanie fragmentu utworu brytyjskiej legendy rocka nie było jedynym tego typu zabiegiem artystycznym, jaki usłyszeliśmy tego wieczoru. „Shoots And Ladders”, oczywiście ze wstępem zagranym przez Jona osobiście na dudach, zwieńczony został fragmentem „One” Metalliki. Natomiast po granym na bis „Falling Away From Me” mogliśmy usłyszeć krótki niby mini-jam, który zapewne improwizowany nie był, ale sprawiał takie wrażenie. Całość show zakończył wspomniany wcześniej „Freak On A Leash”.

nl1

Wiadomo, że tak jak jeden lubi pomarańcze, a drugi jak mu nogi śmierdzą, tak i zdania na temat doboru utworów na ten koncert są na pewno podzielone. Ja osobiście byłem usatysfakcjonowany. Cieszę się, że zespół odpuścił sobie kawałki z albumów, które uważam za słabsze, czyli niezatytułowany album z 2007 r., „The Path Of Totality” i „The Paradigm Shift”, a skupił się w większości na starszych dokonaniach. Żałuję tylko, że „Korn III: Remember Who You Are” nie miał na tym koncercie swojego reprezentanta, bo bardzo ten album lubię. Ale, wiadomo jak to jest – ile osób, tyle gustów i opinii.

nl1

Słówko jeszcze o oprawie audiowizualnej. Pod tym względem było wzorowo. Nagłośnienie było świetne, klarowne, selektywne, głośność na idealnym poziomie, naprawdę nie było się do czego przyczepić. Wypowiadam się jednak z perspektywy widza stojącego w golden circle, nie potrafię powiedzieć jakie były wrażenia w innych sektorach hali. Oczy natomiast nie musiały tego wieczoru uszom zazdrościć. Było kolorowo, klimatycznie, kompozycje oświetlenia co chwilę się zmieniały, buchała para (albo cokolwiek to jest, co tam wylatuje z tych dysz 😛 ), każdy zespół miał swój własny ogromny baner.

Warto było tego wieczoru być na Torwarze, bo można było zobaczyć rockowo-metalowe show na naprawdę wysokim poziomie. A tych, którzy ten koncert KoRn przegapili lub jeszcze im mało, pragnę poinformować, że już niedługo, bo 15.08, zespół ten powróci do naszego kraju by zagrać koncert w ramach 11. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty. Chyba nas lubią, że tak ciągle do nas przyjeżdżają. :)

Maggot