Sully 2016
Reżyseria: Clint Eastwood
Scenariusz: Todd Komarnicki
Obsada: Tom Hanks, Aaron Eckhart, Laura Linney, Mike O’Malley, Anna Gunn
Czas Trwania: 96 min

Witajcie moi drodzy!

Pamiętacie zdarzenie z 2009 r, kiedy to amerykański samolot pasażerski musiał lądować awaryjnie na rzece Hudson w Nowym Jorku? Wszyscy pasażerowie i członkowie załogi przeżyli ten incydent, a kapitanem tego lotu był wówczas Chesley Burnett Sullenberger, popularnie zwany Sully. I za tę właśnie historię wziął się Clint Eastwood kręcąc film zatytułowany po prostu „Sully”.

Bardzo lubię Clinta Eastwooda i szanuję tak jako aktora, jak i reżysera. Takie choćby „Listy z Iwo Jimy” czy „Gran Torino” uważam za naprawdę bardzo dobre filmy. Ostatnio jednak słynny Brudny Harry trochę mi podpadł, a konkretnie filmem „Snajper” (oryg. „American Sniper”) z Bradley’em Cooperem w roli Chrisa Kyle’a, najskuteczniejszego snajpera w historii armii amerykańskiej. Dlaczego? Ano dlatego, że tak bardzo poprzekręcał historię Kyle’a, że koniec końców jedynym punktem stycznym między filmem, a rzeczywistością był wygląd Coopera i mundur oraz ekwipunek, w który był wyposażony. Zanim obejrzałem film, przeczytałem biografię Kyle’a („Cel Snajpera”), dlatego potem z lekkim niedowierzaniem patrzyłem na kinowy ekran, a w głowie co i rusz rozbrzmiewało mi „cooooo…?!”. Miałem w związku z tym obawy, czy Eastwood znów nie postanowi zabawić się w czarodzieja sprawiając, że w biografii bohatera magicznie pojawią się wątki, które nigdy miejsca nie miały.

Jeśli chodzi o fabułę, to film nie koncentruje się na samym wypadku lotniczym. Zdarzenie ukazane jest na zasadzie przebłysków, powrotów do przeszłości, a akcja koncentruje się na śledztwie dotyczącym przyczyn zajścia, stresie i wątpliwościach jakie targały kapitanem Sullenbergerem (w tej roli doskonały jak zawsze Tom Hanks) oraz tym jak cała medialna zawierucha związana ze zdarzeniem i śledztwem odbijała się na nim i jego bliskich.

Sully nie jest filmem akcji czy katastroficznym, nie spodziewajcie się więc spektakularnych, efekciarskich scen z awaryjnego lądowania Airbusa A-320 w wodzie. Owszem, jest parę scen, dobrze nakręconych, co należy dodać, ale nie one są osią filmu.

A tą jest śledztwo prowadzone przez Narodową Radę Bezpieczeństwa Transportu (ang. NTSB – National Transportation Safety Board), mające ustalić przyczyny zajścia. I tu pojawia się pierwszy i najpoważniejszy zgrzyt. W filmie, działania kierujących komisją badającą katastrofę ukazane są w bardzo negatywnym świetle. Postawa jej członków sugeruje, że w osobie kapitana Sullenbergera próbują znaleźć za wszelką cenę winnego, pokazać mu, że mógł postąpić inaczej, że niepotrzebnie narażał życie ludzi lądując na rzece, że nie dokonał właściwej oceny sytuacji. Film bardzo sprytnie gra na emocjach widza, bardzo szybko polaryzując bohaterów. Z jednej strony mamy dobrych kapitana Sullenbergera i drugiego pilota – Jeffa Skilesa (doskonały Aaron Eckhart), a z drugiej tych wrednych, cynicznych członków komisji śledczej, których widz automatycznie zaczyna nie lubić. W rzeczywistości jednak działania komisji były całkowicie bezstronne. Owszem, można było zapewne odnieść wrażenie, że szukają dziury w całym, ale taki jest cel działania NTSB. Mają na celu ustalić wszystkie fakty, zbadać każdą śrubkę, każdy zakamarek, sprawdzić każdy trop, tyczący tak maszyn, jak i ludzi, żeby ustalić przyczyny zajścia, by podobne sytuacje nie miały miejsca w przyszłości. Zresztą, kto kiedykolwiek widział program „Katastrofa w Przestworzach” wie, o czym mówię. Eastwood po raz kolejny więc zastosował pewne chwyty, żeby prawdziwa historia bardziej nadawała się na materiał filmowy. Rodzi się tylko pytanie – czy powinno się modyfikować prawdziwe historie, by sprawdziły się na ekranie? Czy nie manipuluje się wtedy rzeczywistością? Jest z pewnością wielu ludzi, którzy taki film potraktują jako zapis autentycznych wydarzeń, nie drążąc głębiej celem sprawdzenia, co wydarzyło się naprawdę, a co jest zaledwie filmową fikcją. I ci ludzie będą żyć w przeświadczeniu, że było tak, jak pokazał im to, w tym wypadku, Clint Eastwood. Może jeśli historia jest zbyt… zwykła, żeby pokazywać ją na ekranie, to lepiej jej w ogóle nie pokazywać, zamiast ją przekręcać. Oceńcie sami.

Jak by nie było, mocną stroną filmu jest aktorstwo. Wiadomo, że Tom Hanks jest klasą sam dla siebie, ale kroku dotrzymuje mu Aaron Eckhart, którego celne uwagi i riposty pod adresem przedstawicieli NTSB wywołują na twarzy widza szczery uśmiech. Hanks i Eckhart stworzyli bardzo zgrany, związany swoistą chemią duet, który jest bardzo wiarygodny i z przyjemnością się go ogląda.

Podsumowując, „Sully” to naprawdę solidny dramat biograficzny, który w przeciwieństwie do samolotu, który utrzymał się na powierzchni rzeki, zatonie w natłoku podobnych mu produkcji i klasykiem nigdy nie zostanie. Kolejna pozycja w kolekcji filmów na faktach autorstwa Clina Eastwooda, znów zbyt podrasowana, żeby można ją było traktować bardzo poważnie, ale mimo wszystko godna uwagi.

Maggot

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na

nl1