Witajcie moi drodzy!

Od Metalmanii minęły już prawie dwa miesiące, czas więc przyszedł najwyższy, by ponownie pokatować swoje aparaty słuchowe dawką ciężkiego grania na żywo. Rozwiązanie przyszło w postaci występu francuskiej grupy Gojira w gdańskim klubie B90 w ramach trasy promującej ostatni krążek grupy – Magma. Zespołowi z Bayonne towarzyszyły polskie ekipy z MOAFT i Obscure Sphinx.

Na pierwszy ogień poszedł MOAFT, ale niestety ekipy z Morąga, swoją drogą kompletnie dla mnie anonimowej, nie udało mi się zobaczyć. Cóż, takie to już uroki dnia roboczego (koncert odbył się we wtorek), że nie ze wszystkim się zdąży na czas. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się zobaczyć chłopaków na scenie.

Po nich na scenę weszła ekipa Obscure Sphinx, na występ której ostrzyłem sobie zęby od wspomnianej Metalmanii, kiedy to urzekli mnie swoim mrocznym i hipnotyzującym show. I tu pojawił się kolejny zgrzyt… Nie podejrzewałem bowiem, że na koncert Gojiry zjadą się aż takie tłumy z całej Polski. Kolejka do wejścia jak po mięso za komuny… Powinienem chyba był to przewidzieć, skoro koncert w Gdańsku był jedynym w naszym kraju w ramach tej trasy. Finał był jednakże taki, że z ok. 40-minutowego setu Obscure Sphinx zobaczyłem/usłyszałem zaledwie kwadrans.

nl1

Zespół zaprezentował się równie dobrze, jak w Katowicach niecałe dwa miesiące temu. Ściana niskiego, gitarowego rzężenia, hipnotyzujące rytmy perkusyjne i na środku sceny, wijąca się niczym opętana, raz krzycząca, raz subtelnie śpiewająca Wielebna, czyli Zosia Fraś. Jedynym mankamentem koncertu było, przynajmniej z perspektywy z której go oglądałem, drobne niedociągnięcie brzmieniowe. Dało się mianowicie odnieść wrażenie, że perkusja ustawiona jest za głośno, dźwięki centralek przysłaniał właściwie wszystkie inne instrumenty. Generalnie jednak koncert na plus, a fani pod sceną byli ewidentnie zadowoleni.

O 21:30 na scenę weszła gwiazda wieczoru, a klub był już wypełniony po brzegi. Ludzi było naprawdę mnóstwo, ostatni raz taki ścisk w B90 widziałem przy okazji koncertu Behemoth w październiku zeszłego roku. Na start zespół zagrał „Only Pain” z ostatniego albumu. Kawałki z tego wydawnictwa wypełniły zresztą większą część setlisty, usłyszeć mogliśmy bowiem jeszcze „Silvera”, „Stranded”, „The Cell”, „The Shooting Star” i „Pray”.

nl1

Resztę utworów stanowiły typowe, gojirowskie pewniaki koncertowe, jak solowy „The Heaviest Matter Of The Universe”, „Flying Whales”, „Oroborus”, „Vacuity” czy „L’Enfant Sauvage”. Do tego, tradycyjnie już, perkusista grupy, Mario, zaprezentował widowni popis solowy na swoim zestawie.

nl1

Występ Francuzów stał na bardzo wysokim poziomie. Przede wszystkim spisali się dźwiękowcy, którzy ukręcili bardzo solidne, selektywne brzmienie, choć – jeśli chcieć się do czegoś przyczepić – to czasami uciekał gdzieś wokal. Strona wizualna również prezentowała się zacnie, poza standardowymi, kolorowymi światłami, za plecami zespołu umieszczone były jakieś takie panele, na których migotały i przemieszczały się, tworząc różne obrazy i schematy, białe światełka. Do tego wszystkiego zespół miał świetny kontakt z publicznością, a szczególnie lider i wokalista zespołu, Joe, który przyznał rozbrajająco, że po polsku nauczył się tylko jednego zwrotu, a mianowicie „Gojira, k…a!”. 😛 Zaiste, podróże kształcą… :)

Podsumowując, wieczór zaliczyć można do bardzo udanych. Mimo iż kolejki przed wejściem skróciły nieoczekiwanie czas spędzony pod sceną, to i tak było świetnie. Gojira dała doskonały koncert, publiczność szalała, skakała, śpiewała, nikt chyba z klubu B90 nie wychodził tego dnia zawiedziony. A już na początku lipca, do Gdańska zawita Mastodon, a więc do zobaczenia wkrótce! 😀

Maggot