Witajcie melomani!

Kolejny miesiąc, kolejny koncert, kolejna dawka konkretnego, rockowego grania, tym razem w wykonaniu Amerykanów z Mastodon. Występ odbył się w gdańskim klubie B90, a poniżej możecie zapoznać się z moją relacją z owego wieczoru.

W roli supportów ekipy z Atlanty wystąpiły Proghma-C z Gdańska oraz Wolves Like Us z norweskiego Oslo. Niestety, po raz kolejny, proza dnia roboczego sprawiła, że z twórczością zespołów rozgrzewających nie udało się zapoznać.

Zanim gwiazda wieczoru weszła na scenę, w oczy rzuciło się coś, czego… de facto nie było. Chodzi mianowicie o wystrój sceny, który był zerowy, nie było nawet banneru z nazwą zespołu czy okładką promowanego trasą albumu. Widać było, że zespół postawi na prostotę i przekaz stricte muzyczny.

nl1

Grupa weszła na scenę o 21:30 i na dzień dobry zagrała utwór otwierający swój najnowszy album „Emperor Of Sand” czyli „Sultan’s Curse”. Był to zresztą, jak można się było spodziewać, najliczniej reprezentowany na tym koncercie krążek Mastodon. Spośród 21 utworów, które wybrzmiały tego wieczoru w B90, 7 pochodziło właśnie z ostatniego wydawnictwa grupy. Niewiele mniej piosenek pochodziło z trzeciego długograja zespołu – „Blood Mountain” – bo aż 5. Generalnie nie można było narzekać na dobór repertuaru, fani tak starego, jak i nowego mogli czuć się usatysfakcjonowani. Ja osobiście ubolewałem nieco nad brakiem „Tread Lightly” z „Once More Round The Sun”, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. 😉 Najbardziej żywiołową reakcję publiczności wzbudził natomiast „Oblivion” z mojego ulubionego albumu Mastodon – „Crack The Skye”.

nl1

Jeśli chodzi o formę zespołu, to absolutnie nie ma się do czego przyczepić. Zagrali z przytupem, energią, Troy Sanders (basista i zarazem wokalista) latał po scenie, szalał, a ze swoją bujną czupryną i długą brodą wyglądał jak Yeti, któremu ktoś dał do ręki gitarę. 😛 Do Mastodon przylgnęła łatka zespołu, który na żywo nie do końca radzi sobie z partiami wokalnymi, ale tego wieczoru – moim przynajmniej zdaniem – takie opinie można było włożyć między bajki. Chłopaki zaprezentowały się naprawdę dobrze, a największy szacunek należy się Brannowi Dailorowi, perkusiście zespołu, który przy swoim bardzo gęstym i intensywnym stylu grania, dawał radę dość czysto ciągnąć swoje partie. Konferansjerka i kontakt z publicznością nie były gwoździem programu, Troy od czasu do czasu zagadał do publiczności, ale jak się okazało na koniec koncertu, największa gaduła siedziała przez cały czas za zestawem perkusyjnym, kiedy to Brann długo żegnał się z publicznością.

nl1

Na plus koncertu zaliczyć można bez wątpienia brzmienie, które było bardzo pełne, ciężkie, a do tego selektywne, zza gitarowej ściany słychać było i wokale, i solówki i genialne rytmy perkusyjne. Cód miód. 😀

nl1

Podsumowując, był to bardzo udany koncert, a publiczność, która przybyła z całej Polski i szczelnie wypełniła wnętrze B90, na pewno mogła być usatysfakcjonowana tym, co zobaczyła i usłyszała. Konkretny, świetnie brzmiący, pozbawiony niepotrzebnych przeszkadzajek występ, który bardzo miło będę wspominał. Mam nadzieję, że niedługo znów dane mi będzie zobaczyć Mastodon na żywo, czekał będę z niecierpliwością.

nl1

Maggot