Dunkierka (oryg. Dunkirk) 2017
Reżyseria: Christopher Nolan
Scenariusz: Christopher Nolan
Obsada: Fionn Whitehead, Aneurin Barnard, Mark Rylance, Tom Hardy, Kenneth Branagh, Cillian Murphy
Czas Trwania: 106 min

Witajcie Geeki!

Gdy na początku roku razem z Kaczmarem kręciliśmy nasze TOP10 najbardziej oczekiwanych filmów 2017 (nagranie znajdziecie tutaj) film ten znalazł się na 3-cim miejscu zestawienia, więc łatwo wywnioskować, że czekałem nań ze szczególną niecierpliwością. I oto jest, film wojenny nakręcony przez Christophera Nolana, jednego z najbardziej kreatywnych reżyserów ostatnich lat, twórcę kultowej już trylogii Batmana, „Incepcji” czy „Interstellar”. Ciężko było nie mieć oczekiwań, jak bardzo by się człowiek nie starał. Co zatem otrzymujemy?

Na temat fabuły nie będę się rozwodził, ponieważ znajdziecie ją w każdym porządnym podręczniku do historii. W dniach 26.05-04-06.1940, w ramach operacji „Dynamo”, ewakuowano z portu i plaż francuskiego miasta Dunkierka ok. 300 tys. alianckich żołnierzy (Brytyjczyków, Kanadyjczyków, Francuzów i Belgów) i to w wir tych właśnie wydarzeń wrzucany jest widz. Celowo użyłem tu słowa „wrzucany”, ponieważ nie ma tu łagodnego wejścia, edukacyjnego wprowadzenia w tło historyczne, film już od pierwszych minut chwyta widza za gardło i nie puszcza do samego końca. Jak osiągnięty został taki efekt?

Przede wszystkim „Dunkierka” to wykwintna uczta dla oka. Ujęcia i praca kamery to po prostu najwyższa klasa światowa, każdą klatkę obrazu chłonie się z zapartym tchem, nieważne czy są to podniebne pojedynki Luftwaffe i RAF-u, zatopienie statku przewożącego ewakuowanych żołnierzy przez U-bota, czy nudne oczekiwanie brytyjskich piechurów w szeregu na plaży na ewakuację. Zaciera się cienka granica między rzeczywistością a filmową fikcją wyznaczana przez płótno, na które rzucany jest obraz z projektora, a my czujemy się, jakbyśmy faktycznie byli tam, na francuskiej plaży, wiosną 1940 r. Efekt potęguje tylko przywiązanie uwagi do szczegółów i realizm, wszystko zdaje się być na swoim miejscu, od guzików na mundurach po wygląd okrętów wojennych. Do tego dochodzi rozmach, z jakim zrealizowano ten film – dość powiedzieć, że wykorzystano w nim rekordową, jak do tej pory w kinie, liczbę jednostek pływających, w tym prawdziwe okręty wojenne.

W sukurs obrazowi przychodzi dźwięk, który – z psychologicznego punktu widzenia – robi chyba jeszcze większe wrażenie, niż te wszystkie, opisane przez mnie powyżej, wizualne rarytasy, które serwuje nam Nolan. W sferze dźwiękowej „Dunkierki” nic nie jest dziełem przypadku, a każdy płynący z głośnika dźwięk ma jeden, konkretny cel – wgnieść widza w fotel i sprawić, by poczuł się tak, jakby był na francuskiej plaży w 1940, jakby brał udział w powietrznym pojedynku, jakby musiał ewakuować się z tonącego, trafionego bombą okrętu. I muszę przyznać, że ten cel udało się dźwiękowcom oraz kompozytorowi Hansowi Zimmerowi w pełni osiągnąć. Oglądając ten film czułem się, jakbym oglądał dobry horror, bo co i rusz podskakiwałem w fotelu kinowym wystraszony niespodziewanym wystrzałem czy wybuchem.

I tu wypadałoby przejść do kolejnego, ogromnego atutu tego filmu, czyli niepowtarzalnego klimatu – grozy, strachu, niepewności, przerażenia, beznadziei, osaczenia. Mnie osobiście „Dunkierka” trzymała na bezdechu od pierwszych do ostatnich minut, kiedy to następuje krótkie wyciszenie, po którym od razu wchodzą napisy końcowe. Czułem się, jakbym oglądał dobry horror. Film nie jest przegadany, bo też i jest bardzo oszczędny w dialogach, nie wylewa się z niego tani patos, postaci nie kreuje się w sztuczny sposób na herosów, każdy może się bać, wahać, nikt nie jest tu chodzącym pomnikiem.

Aktorstwo stoi na wysokim poziomie, choć – jak już wspomniałem – nie ma w tym filmie dużo dialogów, Nolan pozwala raczej grać mimice, ciałom, obrazom i dźwiękom, a wraz z nimi, naszym emocjom. Ciekawe jest to, że mimo iż mamy tu parę uznanych, aktorskich marek (jak chociażby Kenneth Branagh, Tom Hardy czy Cillian Murphy), żadna z tych gwiazd nie dominuje, nie kradnie show swoją kreacją. Wszystko jest idealnie wyważone, dzięki czemu możemy doświadczyć tej historii z kilku różnych perspektyw.

Istniały obawy, że skoro film jest w kategorii PG13 (więcej na temat amerykańskich kategorii wiekowych znajdziecie tutaj), nie ukaże on wystarczająco realistycznie i wyraziście realiów wojny. Nic bardziej mylnego. Obraz Nolana pokazuje dobitnie, że nie trzeba pokazywać flaków czy odrywanych kończyn, nie trzeba używać typowo żołnierskiego, wulgarnego słownictwa, by w sugestywny i mocno oddziałujący na widownię sposób ukazać okropność wojny. Reżyser podążył bardziej w rejony psychologiczne, manipulując zmysłami i wyobraźnią widza tak, by ten poczuł, że jest w centrum wydarzeń, że w nich uczestniczy. Na mnie podziałało.

Niektóre recenzje „Dunkierki” zarzucają filmowi, że nie ma jakiegoś wyraźnego przesłania, że jest takim trochę obrazem o niczym, że się kończy i nie do końca wiadomo, co chciał nam przekazać. Osobiście kompletnie tych głosów nie rozumiem i jawią mi się one jako oznaki malkontenctwa i nachalnego szukania dziury w całym. Na „Przełęcz Ocalonych” narzekano, że za dużo tam taniego patosu, najwyraźniej „Dunkierka” owego patosu ma, w opinii niektórych, za mało. Mi osobiście nie przeszkadzało to, że nikt nie próbuje mniej lub bardziej bezpośrednio czegoś mnie uczyć, przekazywać mi jakichś życiowych mądrości, wskazywać palcem tych dobrych i tych złych. Ja widzę po prostu ludzi, ze wszystkimi zaletami i wadami, cnotami i słabościami. Równomierne skupienie się na wielu bohaterach, z których każdy jest inny, oraz oszczędne dialogi sprawiają, że film ogląda się trochę jak dokument… z założonymi na głowę okularami VR.

Chciałbym móc się do czegoś w tym filmie przyczepić, ale nie mam za bardzo do czego. Na początku lekką trudność sprawiło mi lekko pokręcone podejście do chronologii wydarzeń, ale po jakimś czasie załapałem o co chodzi i zrozumiałem zamysł Nolana, co chciał w ten sposób osiągnąć. Można oczywiście przyczepić się do paru detali realizacyjnych (np. widoczne w ujęciach Dunkierki w oddali żurawie portowe zbudowane już po wojnie) czy drobnych przekłamań/zaniedbań historycznych (np. brak na którymkolwiek ujęciu tysięcy ton sprzętu wojskowego, m.in. ciężarówek, czołgów i dział porzuconych przez Brytyjczyków we Francji), ale bądźmy szczerzy – który film nie zawiera ton takich niedoróbek? Nie są to rzeczy tak rażące, by miały w jakikolwiek sposób dziełu Christophera Nolana umniejszać.

„Dunkierka” to film wybitny, który – i jestem tego pewien – zapisze się złotymi zgłoskami w historii kina wojennego i stanie się kiedyś filmem kultowym. Oszałamiające wizualnie, ogłuszające dźwiękowo, trzymające w napięciu arcydzieło, obok którego nie da się przejść obojętnie. Pierwszy raz w historii mojej zabawy w ocenianie filmów daję… 10/10.

Maggot

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na

nl1