RELACJA: Cradle of Filth & Monspell (25.01.2018, B90, Gdańsk)

Koncertowy rok czas zacząć! A jakiż lepszy sposób na jego rozpoczęcie, jak nie z zespołem sławnym, równie wielbionym przez swoich fanów, co znienawidzonym przez metalowych ortodoksów, czyli Cradle of Filth. A okazja to szczególna, jako że w podróż po Europie zabrali ze sobą Portugalczyków z Moonspell.

Pewnie będę jak zdarta płyta w tych moich relacjach, ale przez prozę dnia roboczego, po raz kolejny nie udało się dotrzeć na pierwszy z supportów, czyli zespół Sacrilegium. Zespół jest dla mnie kompletnie anonimowy, nie wiem nawet jak udał się ich występ, nie będę się zatem silił na jakiekolwiek dalsze opisywanie ich dokonań czy czwartkowego występu i przejdę od razu do drugiego supportu, czyli Moonspell.

nl1

Portugalczycy zawitali do naszego kraju po raz drugi w ciągu niecałego roku, po tym jak w kwietniu 2017 wystąpili w Katowicach na odrodzonej Metalmanii. Mimo iż z całego repertuaru kapeli kojarzę może ze dwa utwory, to tamten występ podobał mi się na tyle, że z chęcią zobaczyłem Fernando Ribeiro i s-kę ponownie.

nl1

Moonspell ma w Polsce rzeszę oddanych fanów, co widać było tego dnia w gdańskim B90. Tłum zgromadzony w klubie podczas ich występu, las rąk wzniesionych w górę, chóralne śpiewy ludzi jasno dawały do zrozumienia, że zespół nie jest tylko rozgrzewaczem publiki przed występem gwiazdy wieczoru. A i mi, wszak nie fanowi zespołu, główka konkretnie się pokiwała, a nóżka potupała.

nl1

Muszę przyznać, iż twórczość Portugalczyków, choć mi obca, świetnie sprawdza się na żywo. Fernando dysponuje świetnym głosem, który doskonale brzmi na tle mocarnych dźwięków granych przez jego kolegów. Wokalista ma do tego doskonały kontakt z publicznością, a wypowiadane przez niego „dziękuję” brzmiało naprawdę dobrze. 🙂 Mimo krótkiego, bo zaledwie godzinnego, występu nie zabrakło drobnych bajerków, jak choćby dzierżonego przez Fernando w dłoniach krzyża, który świecił czerwonym światłem laserowym w widownię. Było naprawdę fajnie, więc jeśli kiedyś będziecie mieli okazję zobaczyć Moonspell na żywo, gorąco polecam.

Po półgodzinnej przerwie przyszedł wreszcie czas na gwiazdę wieczoru, „wampiry z Suffolk”, czyli Cradle of Filth.

nl1

Dużo można by pisać o tym, jak zespół ten postrzegany jest w metalowym środowisku. Oddany legion fanów dałby się zapewne pochlastać za Dani’ego i jego ekipę, po drugiej zaś stronie są ludzie, którzy twórczość popularnych „Kredek” uważają za niesmaczny żart, czy wręcz bluźnierstwo. To jednak nie czas i miejsce na tego typu tematy. Ja fanem CoF nie jestem, nie znam całej ich twórczości, ale kilka albumów znam, parę nawet całkiem dobrze i czasem chętnie sobie ich posłucham. Gdy zatem dowiedziałem się, że kapela zagra na moim podwórku, podjęcie decyzji o wybraniu się na ich występ nie zajęło mi długo. 😉

nl1

Zespół promuje podczas tej trasy koncertowej swój ostatni album, wydany w zeszłym roku „Cryptoriana – The Seductiveness of Decay”, ale utwory z tego wydawnictwa nie zdominowały setlisty koncertowej, były raptem 3. Myślę, że fani zespołu byli bardzo usatysfakcjonowani, ponieważ Dani i s-ka zagrali wiele swoich klasycznych szlagierów, jak „From The Cradle To Enslave”, „Her Ghost In The Fog” czy „Dusk And Her Embrace”. Ja osobiście po cichu liczyłem na więcej utworów z albumów „Damnation And A Day” oraz „Nymphetamine”, moich ulubionych w dorobku zespołu, ale zdaję sobie sprawę, że jeśli ma się na koncie 12 płyt, to ciężko w 1,5 godziny koncertu upakować utwory, które zadowoliłyby wszystkich. Na pocieszenie dostałem otwierający koncert „Gilded Cunt”, jeden z moich ulubionych utworów „Cradle of Filth”, więc ogólnie byłem „hepi”. 🙂

nl1

Brzmienie koncertu było całkiem niezłe, a miałem okazję słuchać go z trzech różnych miejsc w klubie, z każdego prezentowało się naprawdę przyzwoicie. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do zbyt dużej dominacji gitar, których dźwięk tworzył ścianę, zza której momentami ciężko się było przebić wokalom i klawiszom, a i niektóre dźwięki talerzy czy werbla momentami uciekały. Z doświadczenia jednak wiem, że mogło być gorzej. Mam wrażenie, że zespół był w dobrej formie, widać było energię, a Dani zdawał się być w niezłej formie wokalnej. Pewności nie mam, bo nigdy zespołu na żywo nie widziałem, ale odniosłem wrażenie, że daje chłopak radę, jak na swoje 44 lata, które ma już na karku. 😉

nl1

Mam wrażenie, że widownia wychodziła z B90 usatysfakcjonowana. Widziałem kilku oddanych fanów, którzy znali na pamięć słowa piosenek, wykrzykiwali je razem z Danim i oni na pewno bawili się doskonale. W pewnym momencie znalazłem się w sąsiedztwie młodego chłopaczka, na oko końcówka gimnazjum – początek liceum, który był tak zaangażowany w występ, że nie dość, iż wykrzykiwał ryczane partie Dani’ego Filtha, to jeszcze śpiewał kobiece partie Lindsay Schoolcraft, które zahaczają już o operę (nie żebym się znał, ale tak mi brzmią :P). Taki był wczuty! Ale to fajnie, nie nabijam się z tego, to tylko pokazuje, że ta muzyka dużo dla niego znaczy i jest jego pasją. I takich ludzi tego dnia było dużo więcej, i na pewno wszyscy byli usatysfakcjonowani. Ja również, nawet jeśli Cradle of Filth nie figuruje zbyt wysoko na liście moich ulubionych zespołów. Był to jednak udany wieczór, oby więcej takich. 🙂

Maggot

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *