RECENZJA: Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri

W naszych kinach trwa obecnie bardzo dziwny okres. Dystrybutorzy, zmotywowani nominacjami do Złotych Globów i Oscarów, wtłaczają na polski rynek na gwałt masę dobrych filmów, które – gdyby nie wspomniane nominacje – nigdy nie trafiłyby do masowej dystrybucji, a zobaczyć można by je tylko w mniejszych kinach, które prowadzą ludzie, którzy na kinie się znają, a kierują nimi nie cebuliony, a miłość do „dziesiątej muzy”. Przykładem takiego zjawiska są „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri”, film który swoją amerykańską premierę miał na początku września ubiegłego roku. Dzięki niech jednak będą niebiosom, że w końcu zawitał i do naszych kin. 🙂

Główną bohaterką nowego filmu Martina McDonagh jest Milderd, samotna matka mieszkająca z synem w tytułowym Ebbing, w stanie Missouri. Rok wcześniej Mildred spotkała ogromna, życiowa tragedia. Jej nastoletnia córka została zgwałcona i brutalnie zamordowana, a do tej pory nie tylko nie znaleziono sprawcy, ale nie pojawiły się nawet żadne tropy co do tego, kto mógłby nim być. Niezadowolenie bohaterki i żal wobec lokalnej policji owocuje bardzo unikatowym pomysłem. Mildred najmuje stojące na wjeździe do miasta trzy billboardy i umieszcza na nich trzy, bardzo prowokujące i oskarżające policję o bezczynność, i niekompetencję hasła. To posunięcie wzbudza ogromne emocje w małej miejscowości i doprowadza do wielu wydarzeń, które mocno wpłyną na jej mieszkańców.

© 2017 Twentieth Century Fox Film Corporation

„Trzy Billboardy…” to nie jest film, który nastawiony jest na fajerwerki wizualne. Owszem, mamy tu bardzo ładne zdjęcia i kadry, a stan Karolina Północna jawi się jako całkiem urokliwe, zielone, spokojne miejsce. A nawet jeśli nie cały, to na pewno miejscowość Sylva i jego okolice, bo to tam tak naprawdę kręcono film. Czyli ani Ebbing, ani Missouri. 😉

To wszystko jest jednak nieważne, bo to nie stroną audiowizualną ten film stoi, a doskonałym scenariuszem i świetnie napisanymi postaciami. Ci bohaterowie natomiast oddani zostali w ręce utalentowanej obsady, której grę ogląda się z ogromną przyjemnością. Wierzcie mi, kiedy to piszę, że w tym filmie nie ma słabych punktów jeśli chodzi o aktorstwo, serio! Nawet najbardziej epizodyczne role zagrane zostały idealnie. Oczywiście na pierwszy plan wybija się trójka aktorów nominowanych do Oscarów, czyli Frances McDormand, Woody Harrelson i Sam Rockwell.

© 2017 Twentieth Century Fox Film Corporation

O pierwszych dwojgu nie będę się rozwodził, bo już nieraz pokazali, że potrafią być klasą sami dla siebie. Na chwilę chciałbym się jednak zatrzymać przy osobie Sama Rockwella. Od kiedy pierwszy raz zobaczyłem tego gościa na ekranie, bardzo go polubiłem i od dawna uważałem go za aktora trochę niedocenionego, mimo wielu świetnych kreacji, jak chociażby w „Zielonej Mili”, czy w „Moon”, gdzie de facto udźwignął sam cały film. Cieszę się w związku z tym, że w „Trzech Billboardach…” stworzył tak świetną kreację i został za to doceniony przez Akademię. Będę mu bardzo kibicował, żeby statuetka powędrowała właśnie w jego ręce. Tak jak już wspomniałem, na pochwałę zasługuje naprawdę każdy aktor, który choć na chwilę pojawia się na ekranie i nie jest to przesada. Ogromne brawa dla twórców, za dobranie tak zgranej i utalentowanej ekipy.

© 2017 Twentieth Century Fox Film Corporation

Wspomniałem o scenariuszu, należałoby zatem rozwinąć myśl. Przyznam szczerze, że obejrzawszy zwiastun, nie wiedziałem do końca czego się po filmie spodziewać. Z jednej strony wstrząsająca historia leżąca u podstaw fabuły, z drugiej jednak dużo zabawnych sytuacji. Obawiałem się, że film nie będzie do końca wiedział, czym chce tak naprawdę być. Jednak już pierwszych kilka minut w sali kinowej rozwiało moje obawy. Ten film jest jak życie – są upadki, są wzloty. To, że jesteśmy smutni nie oznacza, że zaraz nie pojawi się przy nas ktoś, kto nas przytuli, rozbawi i pomoże odgonić czarne myśli, sprawiając, że Słońce wyjdzie zza chmur przygnębienia. Czas beztroski i szczęścia może zostać zawsze zakłócony czy nawet przerwany przez jakieś niepowodzenie, chwilę słabości czy wręcz osobistą tragedię. I tak jest właśnie w „Trzech Billboardach…”. Ani przez moment nie mamy wrażenia, że wątki poważne, przygnębiające bagatelizowane są tanimi chwytami komediowymi, ani też, że momenty radosne, są na siłę niweczone wydarzeniami przykrymi, żeby tylko zbalansować całość i żeby widz nie poczuł się zbyt dobrze. Film błyszczy doskonałymi dialogami – ciętymi, inteligentnymi, czasem rozbrajająco zabawnymi, a czasem tak wzruszającymi, że aż czujemy ścisk w gardle.

Nie ma sensu się dłużej rozpisywać, najlepszym posunięciem jest po prostu pójście do kina i zobaczenie najnowszego dzieła Martina McDonagh na własne oczy. Jest to film, który potrafi wycisnąć niejedną łzę – raz ze wzruszenia, a raz ze śmiechu, a doskonały scenariusz i świetna robota wykonana przez aktorów sprawia, że widz nie nudzi się nawet przez chwilę, i przeżywa rozgrywającą się na ekranie akcję, wraz z bohaterami. Gorąco Wam ten film polecam!

Maggot

Ocena: 9/10

Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri (oryg. Three Billboards Outside Ebbing, Missouri)

Rok: 2017
Reżyseria: Martin McDonagh
Scenariusz: Martin McDonagh
Obsada: Frances McDormand, Sam Rockwell, Woody Harrelson, Lucas Hedges, Caleb Landry Jones, Abbie Cornish, Zeljko Ivanek, Peter Dinklage
Czas Trwania: 115 min

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na
 
nl1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *