RECENZJA: Czarna Pantera [Maggot]

Stało się! Kinowe Uniwersum Marvela osiągnęło pełnoletniość! Dlaczego? A to dlatego, że na ekrany kin wszedł właśnie 18-ty film o superbohaterach z tejże stajni! No… To taki sucharek na wstępie, przejdźmy zatem do recenzji filmu „Czarna Pantera” zanim znów napiszę coś nieśmiesznego…

Książę T’Challa, czyli tytułowa „Czarna Pantera” po raz pierwszy zaprezentował się publiczności 2 lata temu w filmie „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów” i trzeba przyznać, że wykorzystał swoje gościnne 5 minut nad wyraz zacnie. Każdy fan MCU ostrzył już sobie zatem zęby (choć w tej sytuacji może raczej pazury 😉 ) na solowy film tegoż bohatera. No i się doczekaliśmy. T’Challa (Chadwik Boseman) przygotowuje się do objęcia tronu po śmierci swojego ojca – T’Chaki (John Kani). Teraz to on będzie musiał nieść brzemię przewodzenia swojemu narodowi i rządzenia krajem niewielkim, ale wyjątkowym. Wakanda bowiem nie jest zwykłym, afrykańskim państwem. To, co z pozoru wygląda jak przysłowiowy „kraj 3-go świata”, jest raczej czymś na wzór dzisiejszej Atlantydy, krajem wybitnie zaawansowanym technologicznie, siedzącym na jedynych na świecie złożach wibranium – najcenniejszego i najmocniejszego metalu na Ziemi, ukrywającym przed Światem swoją prawdziwą tożsamość. No i fajnie, T’Challa zostaje sobie królem (bo jakżeby inaczej), ale sprawy zaczynają się komplikować, gdy do gry wchodzi stary znajomy, handlarz bronią Ulysses Klaue (Andy Serkis) i ktoś zupełnie nowy, tajemniczy Killmonger (Michael B. Jordan). Szczególnie pojawienie się tego ostatniego wywróci do góry nogami życie zarówno młodego króla, jak i całego jego kraju. Tyle o fabule, by za dużo nie zdradzić.

© 2017 – Disney/Marvel Studios

Zanim zabrałem się za pisanie swojej recenzji, zapoznałem się z paroma materiałami w internecie, między innymi z widoerecenzjami Kaczmara i Chrisa Stuckmanna. Mówię o tym dlatego, że do pewnych ich opinii odniosę się w swoim tekście, szczególnie, że nie ze wszystkimi się zgadzam.

Zacznę od największego chyba problemu, jaki mam z tym filmem. Do momentu pojawienia się Czarnej Pantery w ostatniej odsłonie Kapitana Ameryki, nie byłem nawet świadom istnienia tego bohatera. Nigdy nie czytałem komiksu, nie wiedziałem o Wakandzie, nie znałem nawet fragmentu tej całej historii. I teraz nagle moim oczom ukazuje się współczesne Eldorado, kosmiczna cywilizacja w sercu dżungli, schowana przed światem pod jakimś polem siłowym czy innym hologramem, gdzie jakaś nastolatka wymyśla technologie, o których nie śniło się chyba nawet samemu Tony’emu Starkowi… I przyznam szczerze, że mój miernik absurdu wszedł na czerwone pole, a w głowie zabrzmiały mi syreny alarmowe. Po prostu nie byłem w stanie tego, jak to się potocznie mówi, „kupić”. Zaawansowanie technologiczne jak ze Star Treka, jakieś magnetyczno-antygrawitacyjno-niewiadomojakie pojazdy latające, strzelające jakąś plazmą czy czymś w tym stylu, a jednocześnie brutalne rytuały przejścia, umiłowanie broni białej i plemię mieszkające w jaskiniach wysoko w górach, którego członkowie ochoczo biegają po śniegu z odsłoniętą połową ciała i narzuconą skórą zwierzęcia przez barki. Jak dla mnie ta baśń poszła o krok za daleko. To co widziały moje oczy było tak odrealnione, że aż zaczynało w nie kłuć…

© 2017 – Disney/Marvel Studios

I tu płynnie przechodzimy do strony wizualnej filmu, która – moim zdaniem – jest mocno nierówna. To co zdecydowanie urzeka to kostiumy. Fakt, iż akcja rozgrywa się w afrykańskiej, plemiennej scenerii stanowi pewien powiew świeżego powietrza. Stroje noszone przez bohaterów są barwne i urzekające. Bardzo atrakcyjnie prezentuje się również wiele lokacji, jak choćby jaskinia, w której nowi królowie rozmawiają z przodkami, czy kasyno w Korei. Nie przypadła mi za to do gustu wizja stolicy Wakandy, a to z racji tego, że za bardzo przypominała mi planetę Sakaar z innego filmu z MCU – „Thor: Ragnarok” i nie jest to tylko moja obserwacja. Na minus niestety zaliczyć trzeba komputerowe efekty specjalne. Zgadzam się tu z Kaczmarem, że jest ich po prostu za dużo, a niektóre z nich wyglądają na niedopracowane, niedokończone. Zaczynam się obawiać, że niedługo komputery wyprą kaskaderów i na porządku dziennym będzie sytuacja, gdy prawdziwy aktor będzie stał sobie przy samochodzie, który ma zaraz eksplodować, w momencie wybuchu podmieniony zostanie komputerowym, kompletnie nierealistycznym skrzyżowaniem galarety i manekina, po czym znów zamieni się w prawdziwego człowieka. Może i łatwiejsze w realizacji dla twórców, ale wyglądające po prostu słabo.

Na plus zaliczyłbym natomiast ścieżkę dźwiękową, która doskonale pomagała budować klimat i – tak jak kostiumy – również była czymś nowym i świeżym, w bardzo „zachodnim” do tej pory MCU. Widz czuje, że to już nie jest Kansas, a Dorotka przeniosła się gdzieś bardzo daleko, do miejsca egzotycznego, trochę dzikiego, a zarazem mistycznego.

© 2017 – Disney/Marvel Studios

Wróćmy do fabuły i aktorstwa. Tu również odniosę się do innych recenzji. Recenzenci – jak jeden mąż – chwalą film za to, że jego fabuła oferuje coś więcej niż tylko typowy schemat „jest ten dobry, coś tam robi, potem przychodzi ten zły, który jest zły „bo tak”, dobry dostaje najpierw w kość, potem wraca, finałowa rozpierducha, dobry wygrywa, kurtyna!”. Zacznijmy od tego, że film dokładnie według takiego schematu jest zbudowany, próbuje dorzucić jednak coś więcej, wplata tu i ówdzie tematy niebanalne, bardzo na czasie w naszym rzeczywistym świecie – rozwój krajów 3-go świata, pomoc humanitarna, problem uchodźców, walka o zasoby naturalne. Tak, to wszystko tu jest, temu nie zaprzeczę i chwała twórcom za to, że się starali. Nie rozumiem jednak zachwytu krytyków, bo te kwestie są w filmie ledwie muśnięte i tak naprawdę, gdyby nie zostały poruszone, nic – moim zdaniem – by to w filmie nie zmieniło. Owszem, nie wymagam od filmu o superbohaterach, żeby nagle sprowokował poważny dialog przywódców świata na zgromadzeniu ONZ, ale też daleki jestem od snucia peanów, jak to „Czarna Pantera” konfrontuje się z problemami, które targają obecnie Ziemią. Wiele mówi się też o postaci T’Challi, o jego duchowej podróży, o tym jak musi zakwestionować decyzje swojego ojca, zmierzyć się z jego spuścizną, bla, bla, bla. Nie chcę tu zdradzać nic z fabuły, ale zanim obejrzałem film, recenzje które widziałem kazały mi myśleć, że T’Chaka okazał się być potworem pokroju Idiego Amina, a teraz młody książę będzie musiał naprawiać krzywdy wyrządzone przez tatusia. A to, o co naprawdę chodziło, mi osobiście, wydało się bzdurne i naiwne. Wychodzi na to, że aby być głową państwa, wystarczy być uczciwym, prawym, zawsze postępować słusznie, zgodnie z kodeksem moralnym, a wszystko będzie dobrze, wszyscy będą szczęśliwi, będzie dobrobyt i wysokie słupki w sondażach. Takie to przecież wszystko proste, nie trzeba podejmować trudnych decyzji, poświęcać czegokolwiek, stawiać rzeczy na szali, sielanka… I tu przejdźmy płynnie do gry aktorskiej. Ujmę to krótko – jest solidnie, ale bez fajerwerków. Chadwick Boseman udźwignął ciężar, jaki spoczywał na jego barkach, ale nie była to kreacja wybitna, była… no właśnie solidna, lepsze słowo nie przychodzi mi do głowy. To samo mogę powiedzieć o reszcie obsady, takie nazwiska jak Forest Whitaker, Angela Bassett czy Martin Freeman poniżej pewnego poziomu nie schodzą. Jeśli miałbym kogoś wyróżnić, to byliby to Andy Serkis, Danai Gurira i Michael B. Jordan. Ulysses Klaue w wykonaniu Golluma… przepraszam, Serkisa, wprowadza trochę humoru (którego w filmie jest niewiele), jest bardzo charyzmatyczny, a do tego muszę przyznać, że bardzo kozacko wygląda. 😀 Klasą samą dla siebie jest w moich oczach zagrana przez Gurirę generał Okoye – twarda babka, z zasadami, ale do tego obdarzona swoistym urokiem, bardzo miło się ją oglądało. A na koniec Michael B. Jordan jako Killmonger. Zacznę od tego, że kompletnie nie przeszkadza mi, że się gościu trochę buja, jak chodzi. 😉 Podobało mi się, że nie jest to kolejny złoczyńca, który chce zniszczyć świat, bo coś tam, albo chce się mścić, bo go mama nie kochała. Ma konkretny cel, misję wręcz, czuje się pokrzywdzony z konkretnego powodu i nie ma mu się co dziwić. A do tego jeszcze świetnie wygląda. 🙂 Problem z tym bohaterem jest tylko taki, że jest go za mało, można było jego potencjał lepiej wykorzystać, a tak – po raz kolejny – doskonale zapowiadający się czarny charakter dostał za mało czasu ekranowego, tak jak to było choćby w przypadku Sępa w „Spiderman: Homecoming”. Jeśli miałbym wymienić jakąś kreację in minus, to byłaby to Letitia Wright w roli Shuri, siostry T’Challi. Było w niej coś gówniarsko irytującego, denerwowała mnie za każdym razem, gdy pojawiała się na ekranie. Ale to tylko moje subiektywne odczucia.

© 2017 – Disney/Marvel Studios

Ale się rozpisałem, czas kończyć. Czuję, że – podobnie jak Kaczmar – też zaczynam odczuwać zmęczenie materiału. „Czarna Pantera” to naprawdę solidny film, ale… oglądałem go bez większych emocji. Nie trzymał mnie w napięciu, niespecjalnie rozbawił, a końcowa potyczka wzbudzała wręcz lekkie politowanie i delikatne ciarki żenady przechodzące po skórze. Żeby nie było nieporozumień – „Czarna Pantera” to naprawdę niezły film. Ma fajne zdjęcia, doskonałą muzykę, jest barwny, bardzo klimatyczny, ma solidną obsadę, ciekawy czarny charakter i próbuje mierzyć się, nawet jeśli lekko nieudolnie, z problemami dzisiejszego świata, nie chcąc być tylko kolejną superbohaterską wydmuszką. Z drugiej jednak strony jest żywym dowodem na to, że ten gatunek zaczyna łapać zadyszkę, robi się coraz bardziej wyeksploatowany i ciężko jest już widza czymś nowym zaskoczyć. Dla mnie niestety lekkie rozczarowanie, ale i tak warto zobaczyć, by obraz całości był pełny przed „Avengers: Wojna Bez Granic”. I pamiętajcie, żeby zostać w kinie do samego końca napisów, dla dwóch ukrytych scen. 😉

Maggot

Ocena: 6/10

Czarna Pantera (oryg. Black Panther)

Rok: 2018
Reżyseria: Ryan Coogler
Scenariusz: Ryan Coogler, Joe Robert Cole
Obsada: Chadwick Boseman, Michael B. Jordan, Lupita Nyong’o, Danai Gurira, Martin Freeman, Angela Bassett, Forest Whitaker, Andy Serkis
Czas Trwania: 134 min

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na
 
nl1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *