RECENZJA: Czwarta Władza

Czego może spodziewać się, nawet średnio zorientowany widz, gdy słyszy, iż w jedną produkcję zaangażowani są: Steven Spielberg, Meryl Streep i Tom Hanks? Co najmniej, że zobaczy dobry film. Czy tak jest w przypadku najnowszej produkcji wspomnianego Spielberga – „Czwarta Władza”? Przekonajmy się.

W 1971 r. w ręce dziennikarzy gazety The Washington Post trafia tajny rządowy raport, z którego wynika, iż administracja prezydencka USA, mimo jasnych sygnałów, iż wojna w Wietnamie zmierza w złym dla kraju kierunku,decydowała się brnąć w nią dalej, traktując ewentualne wycofanie wojsk jako porażkę wizerunkową, na którą – w kontekście wojny z komunizmem – pozwolić sobie rzekomo nie mogła. To tak w skrócie, bo pełen kontekst tzw. Pentagon Papers jest o wiele szerszy i bardziej złożony, by się tu nim zajmować. Właścicielka gazety Katharine Graham (Meryl Streep) i redaktor naczelny Ben Bradlee (Tom Hanks) muszą podjąć decyzję, czy opublikować materiały. Decyzja jest o tyle trudniejsza, że New York Times również wszedł w posiadanie owych materiałów i po publikacji ich części administracja prezydenta Nixona wymusiła na nich zakaz ujawniania kolejnych informacji pod groźbą konsekwencji karnych. Takie widmo wisi teraz nad redakcją The Washington Post, a bohaterowie stoją przed dylematem – odsiadka albo prawda, która należy się narodowi.

© 2017 Twentieth Century Fox Film Corporation

Zacznę od pewnej uwagi dotyczącej tła fabularnego filmu i porównania go, do innego obrazu, który w podobnych realiach się rozgrywał, a mianowicie „Spotlight” z 2015 r. Tematyka poruszana w tamtym filmie była bardzo poruszająca, a dodatkowo uniwersalna i aktualna. Molestowanie dzieci przez księży nie ograniczało się wszak do Bostonu, o czym mowa była na koniec filmu. Z tymi wątkami można się było w jakiś sposób utożsamiać, widz miał świadomość, że takie dramaty mogą rozgrywać się na jego osiedlu, w jego parafii. Tego zabrakło mi w „Czwartej Władzy”, mi – 34-latkowi z polski, który temat wojny w Wietnamie zna bardziej z popkultury niż opracowań historycznych, którego kraj, za jego życia, nie był zaangażowany bezpośrednio w tak krwawy konflikt zbrojny. Nie byłem w stanie poczuć wystarczająco silnie o co walczą nasi bohaterowie. Nie traktuję w tego w żadnym przypadku jako wady filmu, wszak mówimy tu o historycznym tle fabularnym, ale ten fakt sprawił, że nie byłem w stanie filmu w pełni „poczuć”.

To co jednakże byłem w stanie poczuć, to ogromne zaangażowanie przedstawionych w filmie bohaterów, ich pasję, poświęcenie, świadomość słuszności swoich działań, bezkompromisowość w walce o prawdę. Zasługa w tym w połowie reżysera, a w połowie aktorów. Steven Spielberg poświęca ogromną uwagę bohaterom, stara się jak najlepiej ukazać ich emocje, wewnętrzne konflikty, radości i rozterki, i w tym filmie udało mu się to doskonale. To jak poprowadzone są postaci, jak pracuje kamera, żebyśmy ich emocje mogli w pełnej krasie oglądać, to wszystko sprawia, że bohaterowie są bardzo wiarygodni, autentyczni. Oczywiście nie byłoby to możliwe, gdyby nie utalentowana obsada.

© 2017 Twentieth Century Fox Film Corporation

Meryl Streep jest klasą dla siebie i z tym raczej nikt polemizować nie śmie. Jej prawdziwy geniusz objawia się w tym filmie w bardzo nieoczywistych momentach, w drobnych gestach, reakcjach, spojrzeniach, dzięki którym widz jest w stanie poczuć to, co czuła grana przez nią bohaterka. Absolutne mistrzostwo. Daleko w tyle za panią Streep nie są Tom Hanks grający naczelnego redaktora naczelnego Bena Bradlee i Bob Odenkirk jako dziennikarz, który zdobył dla Washington Post tajne materiały – Ben Bagdikian. Obaj panowie zagrali zdeterminowanych, odważnych facetów, dla których prawda jest wartością najwyższą, którzy poczucie misji i obowiązku wobec społeczeństwa przedkładają nawet nad swoją wolność, jako że ciąży nad nimi widmo ewentualnej odsiadki za publikację rządowych dokumentów. Ale żeby nie było – wszyscy aktorzy odwalili kawał dobrej roboty, naprawdę nie można tu znaleźć słabych punktów. Na szczególne wyróżnienie zasługuje jednak ta część obsady, które sportretowała ekipę Washington Post. Nie chodzi tylko o same umiejętności aktorskie (choć te były nieodzowne) – chodzi o to, że w pewien sposób oddali oni hołd prawdziwym osobom i pokazali ich jako osoby, których postawa jest godna naśladowania i może być inspirująca. Pokazali też na czym powinno polegać prawdziwe dziennikarstwo, które nie jest pogonią za tanią sensacją, nie jest sztuką manipulowania.

© 2017 Twentieth Century Fox Film Corporation

Jeśli miałbym zwrócić uwagę na jakiś minus filmu, to to że były momenty, kiedy trochę mi się dłużył. Przez dużą część czasu film trzyma w napięciu, z niecierpliwością oczekujemy na kolejne posunięcia i decyzje bohaterów, ale są chwile, gdy to tempo i emocje są wytracane. Nie ma tego na szczęście dużo. No i jakoś po skończonym seansie zdałem sobie sprawę, że nie pamiętam, jaka była muzyka. Może to oznaczać, że idealnie wkomponowywała się w całość i nie przeszkadzała, może też być tak, że była kiepska i mój umysł podświadomie ją wypierał. 😛

Jak już powiedziałem na wstępie, tło historyczne fabuły nie jest takim, z jakim mógłbym się w pełni utożsamiać, przez co film nie wzbudził we mnie takich emocji, jakie zapewne mógłby, gdybym był chociażby obywatelem USA. Jest to jednakże solidne kino dramatyczne, z doskonałymi postaciami, świetnym aktorstwem, ciekawą historią i z bardzo konkretnym przesłaniem. Fani Stevena Spielberga nie powinni być zawiedzeni, jest to kolejny dobry film w jego dorobku.

Maggot

Ocena: 7.5/10

Czwarta Władza (oryg. The Post)

Rok: 2017
Reżyseria: Steven Spielberg
Scenariusz: Liz Hannah, Josh Singer
Obsada: Meryl Streep, Tom Hanks, Bob Odenkirk, Sarah Paulson, Bruce Greenwood, David Cross
Czas Trwania: 116 min

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na
 
nl1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *