RELACJA: Batushka + Obscure Sphnix & Entropia (27.04.2018, B90, Gdańsk)

Witajcie geeki muzyczne!

Nareszcie, po miesiącach zimna, niedosłonecznienia, po okresie wyczekiwania na wzrost temperatur i zmianę opon na letnie, ciepło w końcu zawitało na polskie Pomorze. A jakże lepiej powitać Słoneczko i dłuższy dzień, jak nie… odrobiną mroku? 😀 A tego w bród zapewniły zgromadzonej w gdańskim klubie B90 publiczności zespoły, które pojawiły się na scenie w dniu 27.04. Headlinerem byli zamaskowani piewcy cerkiewnego black metalu (sam to wymyśliłem 😉 ), czyli Batushka, a na ten wieczór zaprosili jeszcze ekipy Obscure Sphinx i Entropia. Ale po kolei.

Zabrzmię zapewne jak zdarta płyta, ale po raz kolejny jakiś zespół musiał przegrać z prozą życia, a tym razem padło na Entropię. Żałuję, bo mimo iż nigdy tak naprawdę nie miałem styczności z twórczością zespołu, to sprawdzenie na szybko przed koncertem co grają, pozwalało oczekiwać, że będzie to ciekawy występ. Niestety nie udało się na czas dotrzeć do klubu. Cóż, takie życie korpo-szczura. 😛 Nieznaczne spóźnienie zostało zanotowane również na występ Obscure Sphinx.

nl1

Zespół dowodzony przez charyzmatyczną „Wielebną” miałem już przyjemność widzieć po raz trzeci i za każdym razem było to ciekawe, wizualno-muzyczne doświadczenie. Ściana potężnych gitar, monumentalne, tłuste brzmienie, częste zmiany nastroju utworów i unikatowa atmosfera to znaki rozpoznawcze zespołu, które na żywo są jeszcze bardziej namacalne niż na płytach. I tego wszystkiego zespół zapewnił w bród słuchaczom zgromadzonym tego dnia w B90.

nl1

Oczywiście na pierwszy plan wybija się Zofia „Wielebna” Fraś, wokalistka i niekwestionowana liderka zespołu, a przy tym prawdziwa sceniczna bestia. Są ludzie, dla których scena naprawdę jest domem, żyją nią, przeistaczają się na niej w kogoś lub coś innego i tak jest właśnie w przypadku Wielebnej. Swoją stylizacją, ruchami scenicznymi buduje sporą cześć klimatu koncertów swojego zespołu. Po zakończonym występie porzuca jednakże swoje sceniczne alter ego, stając się normalną, sympatyczną osobą, z którą można sobie miło pogawędzić, czego dowód znajdziecie poniżej.

nl1

Po godzinnym koncercie Obscure Sphinx przyszedł jednakże czas na gwiazdę wieczoru, czyli zamaskowanych „kapłanów” z Batushka. Był to drugi ich występ, który miałem przyjemność oglądać na żywo. Pierwszy raz widziałem ich w tym samym miejscu, gdy supportowali Behemotha i zrobili wtedy na mnie ogromne wrażenie. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że skradli wtedy show headlinerowi. Ich muzyka brzmiała już niesamowicie intrygująco i świeżo puszczana z płyty, a prezentowana na żywo wraz z całą wizualną otoczką, ze świecami, kadzidłem, sztuczną mgłą, tworzyła swoisty, mistyczny rytuał.

nl1

Nie inaczej było i tym razem, co jednak rzucało się od razu w oczy, to dużo większy rozmach realizacji. Widać, że nie dość iż tego wieczoru Batushka była headlinerem, to i że zespół osiągnął pewien sukces, przez co mógł sobie pozwolić na bogatszą scenografię, więcej efektów, więcej błyskotek. Ujmując rzecz krótko – pod względem wizualnym zespół zdecydowanie nie zawiódł.

nl1

Jeśli chodzi o stronę muzyczną, to nikt z pewnością żadnych niespodzianek się nie spodziewał. Zespół nagrał jak do tej pory tylko jeden album „Litourgiya”, a nie docierały żadne plotki czy doniesienia, jakoby kapela pracowała nad nowym materiałem i mogła na żywo zaprezentować już jakieś nowe, nieopublikowane jeszcze numery. Biorąc też pod uwagę bardzo wąską stylistykę, w jakiej porusza się Batushka (którą swoją drogą sami sobie wymyślili), nikt raczej nie oczekiwał, że nagle zaczną dopełniać swój zestaw koncertowy coverami Judas Priest czy Black Sabbath. 😛

nl1

Zespół zaprezentował więc to, czym dysponuje, najlepiej jak tylko potrafi, tworząc na scenie oparte na dźwiękach z „Litourgiya” przedstawienie, swoiste, bluźniercze nabożeństwo prawosławne. I nawet jeśli po raz kolejny przyszło nam oglądać to samo, to ponownie zrobiło to wrażenie, na mnie na pewno, ale śmiem twierdzić, że na widowni również. Brawa należą się ludziom od nagłośnienia, którzy wykręcili naprawdę mocarne, tłuste a przy tym dość selektywne brzmienie. Instrumenty i chóry były w stanie ze sobą koegzystować, nie przyćmiewając siebie nawzajem.

nl1

Rodzi się jednakże naturalnie pytanie, ile jeszcze Batushka będzie w stanie „jechać” na tym samym, ich debiutancki album to wszak tylko niewiele ponad 40 min. muzyki. Jakby się nie starać, jak mocno by nie rozbudowywać około muzycznej otoczki, nie da się zagrać nic więcej, jak godzinny występ. To z kolei prowadzi do innego pytania – ile razy można w kółko słuchać tego samego, zanim powieje nudą?

Odkładając jednak te spekulacje na bok, z całą pewnością można stwierdzić jedno – muzycznie, artystycznie był to bardzo udany wieczór i myślę, że zgodzi się ze mną każdy, kto znalazł się w B90. Była to doskonała okazja by usłyszeć kilka różnych oblicz ciężkiego grania i zaryzykuję stwierdzenie, że nikt nie wychodził z klubu niezadowolony. Na pewno do takiego grona nie należeliśmy my. Oby więcej takich koncertów!

Maggot

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *