RECENZJA: Bright

Gdy byłem małolatem grywałem w papierowe gry RPG. Jedną z nich był Shadowrun, gra w której klimaty cyberpunka mieszały się z fantasy, z jednej strony cyberprzestrzeń, mega-korporacje, a z drugiej magia, orki, elfy. Nie grałem w tę grę zbyt dużo, ale sama idea bardzo przypadła mi do gustu. Gdy więc dowiedziałem się, że Netflix pracuje nad pełnometrażowym filmem, którego akcja rozgrywałaby się alternatywnej rzeczywistości czasów nam współczesnych, gdzie ludzie koegzystują z rasami i stworami rodem z powieści fantasy, moje skojarzenia od razu powędrowały w stronę wymienionego Shadowruna. A wraz za nimi podążały nadzieje na udane oddanie tego klimatu. Czy były płonne, czy też zostały spełnione?

„Bright” opowiada historię Warda (Will Smith), funkcjonariusza policji Los Angeles, którego partnerem jest pierwszy w historii policji Ork – Jakoby (Joel Edgerton). Współpraca nie jest łatwa, jakiś czas wcześniej Ward został postrzelony przez Orka, Jakoby’emu nie udało się pojmać sprawcy i padły na niego podejrzenia, iż orkijskie więzy krwi stawia ponad prawo i policyjną lojalność. Dodatkowo Orki generalnie są uznawane za tych złych, więc wielu ludziom przeszkadza fakt, że w szeregi służb mundurowych wstąpił przedstawiciel rasy, która powszechnie uznawana jest za sługi zła. To wszystko traci jednak na znaczeniu, gdy podczas rutynowego wezwania nasi bohaterowie trafiają w sam środek wydarzeń, które potencjalnie mogą ściągnąć zagładę na znany im świat. Powiało grozą, nieprawdaż? 😀

© Netflix

To co zasługuje niewątpliwie na pochwałę w tym filmie, to strona wizualna. Przede wszystkim bardzo sugestywnie i realistycznie oddany został klimat tych mroczniejszych zakątków Los Angeles, gdzie lepiej nie zapuszczać się bez wsparcia chłopaków ze S.W.A.T. Duża część akcji filmu rozgrywa się w nocy, co tylko potęguje poczucie zagrożenia i czyhającego za rogiem niebezpieczeństwa. Doskonałą robotę wykonali ludzie od kostiumów i charakteryzacji, a ich kunszt widać przede wszystkim w przypadku Orków. Na dobrym poziomie stoją również efekty specjalne, które w przekonujący sposób oddają klimat zarówno klasycznych strzelanin i pościgów, jak również działania sił nadprzyrodzonych, magicznych.

Bardzo przyzwoicie prezentuje się również sfera muzyczna filmu, uliczne, gangsterskie, hip-hopowe rytmy pomagają budować klimat tej opowieści. Mam natomiast drobny problem z efektami dźwiękowymi. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że niejednokrotnie były zbyt ciche, jakby zdławione i tam gdzie spodziewałem się usłyszeć huk, docierał do mnie zaledwie brzęk. Może to jednak tylko moje wrażenie, może to już starość trawi mój zmysł słuchu. 😉

© Netflix

Do tej pory wszystko brzmiało pozytywnie, prawda? Tu więc zaczynają się schody. Pierwszym poważnym problemem tego filmu są bohaterowie, a dokładniej rzecz biorąc chodzi o ich kompletną nijakość. Jedynymi wyrazistymi postaciami są Ward i Jakoby. Tu trzeba przyznać, że zarówno Smith i Edgerton wywiązali się ze swojego zadania naprawdę dobrze. Podobać się może kontrast między tymi bohaterami. Z jednej strony stary, policyjny wyga, bliski emerytury, mąż, ojciec, wygadany, pyskaty, bezczelny, taki typowy czarnoskóry „brat”. Z drugiej strony Ork, pierwszy w policji, niepewny acz ambitny i zdeterminowany, będący obiektem drwin i dyskryminacji zarówno ze strony ludzi, jak i własnej rasy, która uważa go za zdrajcę. Starcie tych dwóch osobowości wygląda naprawdę wiarygodnie. Co prawda Willowi Smithowi wystarczyło przypomnieć sobie, jak się grało Mike’a Lowrey’a z „Bad Boys”, ale nie umniejsza to jego zasługom w tej roli, a jego wkład w komediowe oblicze filmu jest bezcenne. Scena, w której Ward każe Orkowi z gangu wracać do domu do swojej kobiety – leżałem ze śmiechu. 🙂 Ale co z tego, skoro cała reszta bohaterów to totalne wydmuszki, na których nie zależy nam nawet przez moment. Serio, wszyscy pozostali bohaterowie byli mi totalnie obojętni. I nawet tak dobrzy aktorzy jak Noomi Rapace czy Edgar Ramirez nie byli w stanie zrobić ze swoimi postaciami kompletnie nic,…

© Netflix

…bo największą bolączką filmu jest scenariusz. Film jest przede wszystkim przeraźliwie nudny. Paradoksem jest to, iż mimo wielu scen akcji, szybkiego tempa, nie jest on w stanie utrzymać napięcia, przykuć widza do fotela i nie puszczać. Ukazanie rozwarstwienia społecznego na przykładzie już nie różnych narodowości, ale różnych ras bardzo szybko zaczyna męczyć. Widz już po 10 minutach stwierdza „Dobra, Orkowie służą jako alegoria czarnych i latynosów w obecnym Los Angeles, kumam, wystarczy”. Ten zabieg bardzo szybko staje się wyeksploatowany. Film ma bardzo nierówne tempo. Są momenty gdy akcja wlecze się niemiłosiernie, by potem nagle przyspieszyć, gubiąc wątki, tak jakby ktoś chciał nadrobić stracony czas. Film się kończy, a my zastanawiamy się, o co w tym wszystkim właściwie chodziło. Film osadzony jest w bardzo ciekawych, nurtujących widza realiach. Skąd te wszystkie rasy? Co wydarzyło się 2 tys. lat temu? Kim był Mroczny Pan? Jak te rasy koegzystują? I tak dalej, i tak dalej. Ale na te pytania odpowiedzi nie dostajemy. Wspomina się istnienie Krasnoludów, ale żadnego nie widzimy. Na ekranie nagle pojawia się gliniarz-centaur, a potem już się do tego nie wraca. Gdzieś na niebie w oddali przelatuje smok… Może był to zabieg celowy, takie wrzucenie widza w tę rzeczywistość bez wprowadzenia, może było to motywowane chęcią skupienia naszej uwagi na wątku Warda i Jakoby’ego, nie wiem. Wiem natomiast, że duży niedosyt pozostał. Zastanawiam się, czy nie byłoby lepszym pomysłem zrealizować „Bright” jako mini-serial i trochę rozwinąć te niezrealizowane pomysły.

© Netflix

Netflix podjął się zadania bardzo ambitnego – zrealizować autorski projekt, z ciekawą, nietypową fabułą, z rozmachem, angażując sławy światowego kina i odnieść sukces. Ten eksperyment jednakże sukcesem się nie zakończył. Zamiast wciągającego, sensacyjnego thrillera sci-fi/fantasy dostajemy nieumiejętnie skomponowany miks składników, które nijak nie kleją się do siebie. Jeden Will Smith ze swoimi ciętymi, zabawnymi tekstami nie jest w stanie sytuacji uratować. Potencjał był duży, ale Netflix wespół z Davidem Ayerem, reżyserem filmu, nie udźwignęli ciężaru zadania. Można obejrzeć, nie trzeba.

Maggot

Ocena: 4/10

Bright

Rok: 2017
Reżyseria: David Ayer
Scenariusz: Max Landis
Obsada: Will Smith, Joel Edgerton, Noomi Rapace, Lucy Fry, Edgar Ramírez, Jay Hernandez
Czas Trwania: 117 min

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na
 
nl1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *