RECENZJA: Juliusz

Bardzo lubię stand-up, zarówno w wydaniu zagranicznym jak i polskim. Na naszym rodzimym stand-up’owym poletku do moich ulubieńców należą Abelard Giza i Kacper Ruciński, których widziałem na scenie już wiele razy. Dlaczego o tym mówię? Ano dlatego, że Ci dwaj panowie są współodpowiedzialni za scenariusz do filmu „Juliusz” i przyznaję, że ten fakt mocno podbił moje zainteresowanie tymże filmem.

Bohaterem „Juliusza” jest… Juliusz (Wojciech Mecwaldowski).:) Nauczyciel plastyki w szkole, obdarzony niewykorzystanym talentem rysowniczym kawaler, zmagający się dzień w dzień ze złośliwościami życia i przeciwnościami losu oraz trudną relacją ze swoim ojcem, malarzem-alkoholikiem (w tej roli Jan Peszek). Juliusz nie jest zbytnio zadowolony ze swojego życia i chciałby dostać od niego coś więcej, ale ani nie ma za bardzo pomysłu na to, jak te pragnienia zrealizować, ani woli i zapału, by w jakikolwiek sposób się z marazmu wyrwać. Wszystko wywraca się do góry nogami, gdy poznaje Dorotę (Anna Smołowik). Wiem, co możecie sobie pomyśleć przeczytawszy streszczenie fabuły. Że brzmi to jak wyeksploatowana klisza, z której nic oryginalnego nie sposób wycisnąć. I zgodzę się, podobny motyw przewija się w niezliczonych filmach, a szczególnie w tych o zabarwieniu romantycznym. Jednakże najnowszy film Aleksandra Pietrzaka zdecydowanie komedią romantyczną nie jest. Tak właściwie to i nie jest w stu procentach komedią.

© Gigant Films

Podejrzewam, że podane przeze mnie powyżej streszczenie fabuły przywiedzie Wam jeszcze jedno skojarzenie – Adaś Miauczyński. W końcu samotny nauczyciel, zmagający się z rzucającym pod nogi kłody życiem („Dzień Świra”) i trudną relacją z nadużywającym alkoholu ojcem („Wszyscy Jesteśmy Chrystusami”). Nie wiem, czy tak było, ale pokusiłbym się o stwierdzenie, że twórcy filmu inspirowali się, przynajmniej trochę twórczością Marka Koterskiego. Podkreślam jednak słowo „inspirowali”, ponieważ o żadnej taniej „zrzynce” nie może tu być mowy.

„Juliusz” to przede wszystkim film bardzo zabawny. Przyznam, że osoby Gizy i Rucińskiego, jakkolwiek napawały ciekawością, to tyleż samo rodziły obawy. Obawy, że film będzie przeładowany wulgarnym, absurdalnym humorem, przez co zacznie przypominać występ stand-up przeniesiony na srebrny ekran. Chwała jednak scenarzystom za to, że do takiej sytuacji nie doprowadzili. Owszem, jest trochę wulgaryzmów i dowcipów, które nawet jeśli z rynsztoka nie pochodzą, to niedaleko niego leżały, ale we wszystkim zachowano umiar. Są zabawne teksty, jest humor sytuacyjny, a wspomniane wulgaryzmy wplecione są bardzo umiejętnie, przez co podkreślają humor, dodają mu należytej pikanterii, ale nie sprawiają, że robi się niesmacznie.

© Gigant Films

Bardzo sprawnie, na drugim biegunie od humoru, osadzono swoistą „życiowość” tego filmu. Gdy już oswoimy się z widokiem w tym krzywym zwierciadle życia głównego bohatera, zaczniemy dostrzegać fakt, że wiele ukazanych w filmie sytuacji jest bardzo prawdziwych. Możemy dojść do wniosku, że skądś to znamy. Że i nam życie potrafiło dać w kość do tego stopnia, że mieliśmy wrażenie, że cały świat sprzeciwił się przeciwko nam. Że każdemu z nas zdarzyło się w życiu zrobić coś głupiego, popełnić błąd, skrzywdzić kogoś, żałować swoich działań, decyzji. Że w każdym z nas tkwi takie duże dziecko, które od czasu do czasu próbuje się z nas wyrwać, aż ciężko się mu oprzeć. Wierzcie mi, że były momenty w tym filmie, gdy siedząc w kinowym fotelu myślałem sobie „jakie to prawdziwe, tak po prostu” i czułem swoistą więź z bohaterami, byłem w stanie się z nimi utożsamić.

© Gigant Films

I tu właśnie objawia się ogromna wartość tego filmu, że jest z jednej strony taki zakręcony, a z drugiej strony taki… „swój”. Oczywiście, nikt tu Ameryki nie odkrywa, to nie tak, że „Juliusz” nagle stanie się jakimś kamieniem milowym w historii kina komediowego, że będzie wyznaczał trendy, bo to wszystko już gdzieś było. Ale pośród całej tej miernoty, która zalewa rodzime kino, szczególnie w postaci tłoczonych taśmowo wręcz komedii romantycznych, uważam iż jest powiewem świeżego powietrza i poza światłem odbitym, świeci też w dużej mierze tym własnym. Nie da się ukryć, że w filmie tym zobaczymy sporo motywów, które mogą nam się wydać znajome. Poza wspomnianym Koterskim, przykładowo związek Rafała (Rafał Rutkowski) z pewną dużo młodszą od niego blondyneczką, niechybnie przywiedzie skojarzenia z filmem „Trzy Billboardy Za Ebbing, Missouri”. Ale nawet jeśli te wszystkie inspiracje tam tkwią i są widoczne, serwowane nam danie nie smakuje jak kotlet odgrzany, ale taki z dobrego przepisu, zmodyfikowany dodatkowo przez zręczne ręce kucharza. Mamy więc coś znajomego, ale podanego z pomysłem, z czymś autorskim i bardzo smacznego. Co ja mam z tymi kulinarnymi metaforami…? 😛

Na uznanie zasługuje gra aktorów, a szczególnie duetu Mecwaldowski-Peszek. Poza tym, że obaj są bardzo zabawni, to dodatkowo są wyjątkowo prawdziwi i wiarygodni w swoich kreacjach. A jedna z końcowych scen, gdy ojciec z synem rozmawiają sobie, podczas gdy ten drugi lepi w kuchni gołąbki – naprawdę można się wzruszyć. Nie ma fajerwerków, nie ma patosu, nie ma tanich chwytów mających wymusić na widzu emocje, jest po prostu prawdziwa relacja dwojga ludzi. I to dlatego właśnie napisałem na wstępie, że „Juliusz” to nie jest stricte komedia. Dla mnie to bardzo umiejętnie nakręcony komediodramat.

© Gigant Films

„Juliusz” to miły powiew świeżości w polskiej komedii, która zdawała się od dłuższego czasu staczać po równi pochyłej. Umiejętnie przekuwa filmowe inspiracje w coś własnego, oryginalnego, a dzięki niezłemu scenariuszowi i przekonującej grze aktorów jest w stanie na równi rozbawić, jak i wzruszyć.

Maggot

Ocena: 8/10

Juliusz

Rok: 2018
Reżyseria: Aleksander Pietrzak
Scenariusz: Abelard Giza, Kacper Ruciński, Łukasz Światowiec, Michał Chaciński, Aleksander Pietrzak
Obsada: Wojciech Mecwaldowski, Jan Peszek, Anna Smołowik, Rafał Rutkowski, Jerzy Skolimowski, Andrzej Chyra
Czas Trwania: 97 min

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na
 
nl1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *