RECENZJA: Arktyka

Zima to taka mało wdzięczna pora roku. Zaskakuje drogowców, kierowców, skutecznie odstrasza od popijania piwka w parku, szczypie w nos, sól z ulic niszczy buty, karoserie, a zanim posypią nią chodniki, to można wpaść w piękny poślizg, który zaowocować może poważną kontuzją. Przyznajmy to, lubimy sobie na zimę ponarzekać. Tym, którzy białej pory roku nie lubią, polecam film „Arktyka”. Niewykluczone, że szybko się z narzekania wyleczą. 😛

„Arktyka” to pierwszy długometrażowy, kinowy film Joe Penny, który do tej pory parał się mniejszymi formami filmowymi. Bohaterem filmu jest niejaki Overgård (Mads Mikkelsen), o którym wiemy tak naprawdę niewiele, poza tym, że najwyraźniej przetrwał katastrofę samolotu na tytułowej Arktyce i teraz walczy o przetrwanie i ocalenie. Na podstawie pokazywanych nam dziennych rytuałów bohatera możemy domyślać się tylko, ile czasu spędził już w tej sytuacji. Pewnego dnia na horyzoncie pojawia się możliwość ocalenia w postaci śmigłowca. Niestety maszyna rozbija się, a młoda kobieta (Maria Thelma Smáradóttir), jedyna ocalała z dwojga członków załogi, znajdzie się na łasce mężczyzny, by uratował jej życie. Więcej nie powiem, by nie psuć Wam frajdy z oglądania filmu. 😉

© Helen Sloan

To co od razu rzuca się w oczy, i to dosłownie, to przepiękne zdjęcia scenerii, w której rozgrywa się akcja filmu. Był on co prawda kręcony na Islandii, nie na Arktyce, ale to w żadnym stopniu nie umniejsza doznaniom wizualnym jakich doświadcza widz. Niby dookoła biało, ale jakże cudownie to wszystko wygląda – śnieg, zaspy, zamiecie, czarne skały wyzierające spod białego puchu, można się w tym, jednostajnym z pozoru, obrazie naprawdę zadurzyć. Doskonałe zdjęcia uwydatniają maleńkość naszego bohatera wobec miejsca, w którym się znalazł, jest jak drobinka kurzu na nieskazitelnie wypolerowanym blacie, jest nikim wobec sił natury, w pełni zdany na jej łaskę. Całość wygląda niezwykle realistycznie, widać jak na dłoni, że śnieg to śnieg, a nie jakiś biały proszek, że gdy wieje, to faktycznie wieje, a zaczerwienienia na twarzy Madsa Mikkelsena, to nie tylko zabiegi charakteryzatorów, ale w dużej mierze sprawka matki natury. I tak patrzy się na to wszystko i stopniowo robi się człowiekowi zimno, mimo iż sala kinowa ogrzewana…

Doskonale prezentuje się również strona dźwiękowa filmu, a szczególnie muzyka – niepokojące, majestatyczna, idealnie współgrająca z obrazem, dopełniająca poczucia osamotnienia, strachu i beznadziei. Coś czuję, że będę chciał zdobyć ten soundtrack, by mieć go w swojej prywatnej kolekcji. Same efekty dźwiękowe też brzmią świetnie i uzupełniają zgrabnie całość doznań.

© Armory Films

Przejdźcie proszę na chwilę na koniec recenzji i spójrzcie na obsadę. To nie jest żadne uproszczenie z mojej strony, nie usunąłem z tej listy nikogo. Ten film to teatr dwóch zaledwie aktorów, choć tak w istocie to jednego – Madsa Mikkelsena. Tego duńskiego aktora darzyłem rosnącą sympatią odkąd zobaczyłem go w „Casino Royale” i bardzo byłem ciekaw jego kreacji w „Arktyce”. Powiedzieć, że nie zawiódł, to jakby nic nie powiedzieć. Powiedzieć, że dał popis doskonałego aktorstwa, to dopiero będą słowa bardziej adekwatne. To jest ten wyższy poziom, zarezerwowany dla nielicznych, gdy nie można polegać na słowach, na dialogach, na interakcji z innymi, kiedy można by rozśmieszyć, przerazić. Tu grać musi przede wszystkim ciało, twarz, ruchy, bo przecież nie ma się do kogo odezwać, a ryby wyciągane z przerębli się nie liczą. 😉 I to Mikkelsen robi doskonale, za pomocą subtelnych środków wyrazu przybliża nam sylwetkę swojego bohatera, jaki jest, jak odnajduje się w sytuacji, budzi w nas zaciekawienie. „Od kiedy tam jest?”, „Jak to wytrzymuje?”, „Czy jeszcze ma nadzieję?”, „Co może czuć?”. Doskonała kreacja, wymagająca również od aktora sporo poświęcenia fizycznego, ponieważ te 19 dni zdjęciowych nie odbyło się w cieplutkim studio w Hollywood, tylko na Islandii, prawdopodobnie na jakimś lodowcu, a sam Mikkelsen przyznał, że było to niezwykle wymagające i trudne doświadczenie.

© Armory Films

Czyżby same pozytywy, film idealny? Niezupełnie, to i owo się znajdzie. Coś co niektórzy widzowie mogą potencjalnie odebrać za wadę, to jego powolne tempo, jest parę momentów, gdy coś się dzieje, ale generalnie film idzie sobie naprzód swym niespiesznym krokiem. Napięcie budowane jest w sposób bardzo subtelny, powolny, można by wręcz rzecz ostrożny, zimny… Bardzo zimny. 😛 Mnie to osobiście nie przeszkadzało, ale podejrzewam, że znajdą się widzowie, którym przeszkadzać będzie. „Arktyka” to nie dokument, to film kinowy, a jako taki ma bawić, dostarczać pewnej dawki rozrywki, więc jest parę momentów takich bardziej, nazwijmy to „hollywoodzkich”, gdy można odnieść wrażenie, że coś się dzieje, by widza nie znudzić. Dostrzegamy tę przysłowiową strzelbę wiszącą na ścianie i tylko odliczamy po cichu do momentu, aż wystrzeli, wszak wystrzelić przecież musi. Film jest też lekko nierówny w swej nieprzewidywalności. Są momenty, gdy autentycznie nie wiemy, co wydarzy się za chwilę, a czasem jest to aż nadto oczywiste, mimo iż próbuje się stworzyć pozory, że może być inaczej. No i raz czy dwa kwestionowałem w duchu decyzje głównego bohatera, sądząc, że powinien dokonać innych wyborów. Bo ja się tak znam na przetrwaniu na mroźnym pustkowiu, prawda? 😉

Podsumowując, „Arktyka” to bardzo udany film o dramacie przetrwania w beznadziejnej z pozoru sytuacji, o sile woli, uporze, chęci przeżycia, walce, samotności. Przepiękny wizualnie, okraszony doskonałą ścieżką dźwiękową, ze świetną kreacją Madsa Mikkelsena, któremu brawa należą się nie tylko za sam kunszt aktorski, ale i za fizyczne poświęcenie dla roli, dzięki któremu „Arktykę” ogląda się tak dobrze, mimo ogarniającego ciało chłodu. Gorąco (hehe 😉 ) polacam!

Maggot

Ocena: 8.5/10

Arktyka (oryg. Arctic)

Rok: 2018
Reżyseria: Joe Penna
Scenariusz: Joe Penna, Ryan Morrison
Obsada: Mads Mikkelsen, Maria Thelma Smáradóttir
Czas Trwania: 97 min

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na
 
nl1

3 thoughts on “RECENZJA: Arktyka

  1. Zaciekawiłeś mnie i chętnie obejrzę. A właśnie przymierzałem się do przeczytania książki „Lodowe piekło” Mitchella Zuckoffa, która jest w podobnej tematyce. Więc w ruch pójdzie książka i ten film 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *