RELACJA: Godsmack (26.03.2019, Progresja, Warszawa)

Witajcie rockowe geeki!

Życie pisze różne scenariusze, są upadki i są wzloty, są chwile smutne i radosne. Gdy w zeszłym roku muzyczny świat obiegła informacja o śmierci syna gitarzysty Godsmack, Tony’ego Romboli, były to chwile zdecydowanie smutniejsze. W konsekwencji ich jesienna trasa po Europie, której przystankiem miała być również Warszawa, została odwołana. Zespół zapowiedział jednak, że powróci i słowa dotrzymał, a ich występ w klubie Progresja był muzyczną ucztą. Z bieguna smutku przenieśliśmy się na biegun radości. 🙂

W roli supportu ekipy z Bostonu wystąpił zespół Like A Storm. Nie znałem wcześniej, sprawdziłem co nieco w internetach, chęcią poznania nie zapałałem, koniec końców zatem nie zobaczyłem. 😛 Pozostało więc już tylko czekać na gwiazdę wieczoru.

nl1

Godsmack miałem okazję już raz widzieć na żywo, miało to miejsce w 2015 r., na festiwalu Impact Festival w łódzkiej Atlas Arenie. Choć tak po prawdzie, to w przypadku występu Sully’ego Erny (wokal) i kompanów należałoby powiedzieć „pod Atlas Areną”, ponieważ zespół zamykał imprezę, grając na scenie na zewnątrz hali. I mimo iż grali wtedy przy padającym deszczu i niezbyt długo (wiadomo, festiwal), to dali konkretnie czadu, a zgromadzona pod sceną publika bawiła się wyśmienicie, na przekór warunkom atmosferycznym. W przypadku warszawskiego koncertu zatem apetyt był bardzo rozbudzony. I nie tylko mój, ale i całej zgromadzonej w Progresji publiki, która – wykupiwszy wszystkie bilety – szczelnie zapełniła klub.

nl1

Ah, cóż to był za koncert! Hit gonił hit, od otwierającego całe show „When Legends Rise”, aż po opatrzony jednym z najbardziej charakterystycznych w repertuarze zespołu riffów „I Stand Alone” na sam koniec. Każdy z albumów grupy doczekał się tego wieczoru swojego reprezentanta, przy czym najwięcej utworów pochodziło z wydanej w zeszłym roku płyty. Nie sądzę, by ktokolwiek wychodził tego wieczoru z Progresji nieusatysfakcjonowany. Ryzykuję to stwierdzenie nie tylko bazując na tym, iż sam doskonale się bawiłem, ale mając na uwadze również to, jak gromkim, chóralnym śpiewem rozbrzmiewała cała sala przy każdym jednym utworze granym przez zespół. Sytuacja nie zmieniła się nawet wtedy, gdy zespół zagrał cover The Beatles „Come Together” (który rzecz jasna znalazł się na ich płycie „Live & Inspired”). Nie mogło zabraknąć również ich stałego już, popisowego numeru w postaci pojedynku perkusyjnego Sully’ego i Shanona Larkina (perkusja). Oj działo się tego wieczoru w Progresji.

nl1

Zespół zdawał się być w wysokiej formie, grali z dużą werwą i entuzjazmem, praktycznie przez bite dwie godziny. Robby Merrill (bas) biegał po scenie, co i rusz zagadując do widowni i zagrzewając ją do zabawy. Shannon, ze swoim nieco teatralnym, efekciarskim stylem grania sprawiał wrażenie, jakby miał roznieść swój zestaw, a samemu eksplodować od nadmiaru nagromadzonej energii. Tony nieco bardziej statyczny, skupiony na swoim instrumencie, chirurgicznie precyzyjny w swojej grze. I na koniec rzecz jasna frontman – Sully Erna, dwojący się i trojący między grą na gitarze, śpiewem i konferansjerką. Dużo miłych słów padło tego wieczoru pod adresem polskiej publiczności i nawet jeśli była to typowa kurtuazja koncertowa, to każdemu z pewnością zrobiło się choć trochę miło. A bardzo miło zrobiło się na pewno dziewczynce, która została przez wokalistę zaproszona na scenę, dane jej było przybić piątkę z każdym z członków zespołu, a pamiątkową pałeczkę dostała do rąk własnych, nie musiała się o nią bić jak pozostali. 😉

Na co należy zwrócić uwagę, to na doskonałe nagłośnienie koncertu, akustycy odwalili kawał dobrej roboty. Oprawa wizualna była dość standardowa jak na występ zespołu tej klasy – sporo różnych świateł wspomagających klimat utworów, ale bez „przeszkadzajek”, wymyślnej scenografii i tym podobnych bajerów.

Nie zamierzam się tu silić na jakieś obszerne, górnolotne podsumowania. Godsmack dał doskonały występ, bardzo energetyczny, bezbłędnie zagrany, ze świetnym brzmieniem. Zespół udowodnił, że jest idealnie naoliwioną maszyną koncertową, która potrafi dać mnóstwo radości swoim fanom, takim jak niżej podpisany, który Godsmack słucha od prawie 20 lat. 🙂

Maggot

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *