RELACJA: Frontal Cortex + Cereus (06.04.2019, Sala Kameralna Amfiteatru, Olsztyn)

Witam szanownych melomanów!

Na początku kwietnia br. miałem okazję zrobić sobie mini maratonik koncertowy po Polsce. 05.04. zawitałem na występie Devina Townsenda do warszawskiej Stodoły (moją relację znaleźć możecie tutaj), po czym następnego dnia udałem się do rodzinnego Olsztyna, by na żywo zobaczyć miejscowy Frontal Cortex w towarzystwie warszawiaków z Cereus. Jak zakończył się ów bieg? Padłem z wycieńczenia przed metą, czy też dane było mi odebrać medal wytrwałego melomana? Czytajcie dalej, to się przekonacie. 😉

Zanim przejdę do dzielenia się moimi wrażeniami z samych występów, chciałbym na moment skupić się na miejscu, w którym owe występy się odbywały. Olsztyn, poza jeziorami i fabryką opon, słynie również z zamku, na którym ongiś miał okazję rezydować nikt inny, jak sam Mikołaj Kopernik. W niegdysiejszej fosie tegoż zamku powstał amfiteatr imienia ś.p. Czesława Niemena. Zbudowany w 1978 r., przez lata niedoinwestowywany, zaczynający niszczeć, służący na równi sztuce, jak i miejscowej żulerni oraz ustawiającej się na piwko olsztyńskiej młodzieży (nie pytajcie skąd to wiem, bo moja mama to czyta 😛 ), poddany gruntownemu remontowi i modernizacji w latach 2006-2008, znów stał się sceną na poziomie, mogącą gościć artystów maści wszelakiej bez cienia wstydu. I jak to powiedział Oskar w filmie „Chłopaki Nie Płaczą” – „No, i ja wtedy siedziałem dwa stoliki dalej…”. 😀 Opisywany koncert nie odbył się bowiem na głównej scenie amfiteatru, ale Sali Kameralnej, znajdującej się dosłownie pod jego trybuną. Umiejscowienie tejże sali wpływa na jej spadzisty, przypominający poddasze kształt, a to z kolei wzbudziło we mnie, od razu po wejściu, poważne obawy co do poziomu akustyki i wrażeń z odbioru granej tego wieczoru muzyki. Obawy, jak się okazało, całkowicie niepotrzebne.

nl1

Jako pierwsi na scenę weszli warszawiacy z Cereus. Zespół określa swoją muzykę (cytując za ich facebookowym profilem) jako „post-prog”. Recenzję ich debiutanckiego i jak na razie jedynego, pełnoprawnego albumu „Dystonia” znajdziecie za jakiś czas na naszej stronie. Jak by to pewnie powiedziała obecna młodzież, ja nie umiem w etykiety i łatki, czego dowodem niech będzie fakt, że jak ostatnio próbowałem przyszyć sobie na kurtkę jeansową (nie uznaję słowa „katana” 😛 ) dwie naszywki, to zajęło mi to pół dnia. 😛 Ja wiem, że grają rockowo, z przytupem, ambitnie, eklektycznie i niesamowicie klimatycznie, i mi to wystarcza, etykietowaniem niech się zajmują poważni krytycy muzyczni, do których mi daleko. 😉

nl1

Wystarczy mi to, że tego wieczoru zespołowi udało się wydobyć wszystko to, co najlepsze w ich muzyce, utrzymać ten doskonały klimat, a dzięki żywemu brzemieniu, dodać jeszcze nieco ciężaru kompozycjom. Muzyka zagrana z pasją, energią, pełnym zaangażowaniem i profesjonalizmem, dodatkowo okraszona szczyptą konferansjerki ze strony wokalisty zespołu, Michała, który starał się przybliżyć zgromadzonej w Sali Kameralnej widowni historie kryjące się za granymi utworami. Klimat występu Cereus dodatkowo budowały wyświetlane w tle wizualizacje, minimalistyczne, nie odciągające uwagi od muzyki, ale zdecydowanie będące wartością dodaną. Gorąco polecam Wam zapoznać się z „Dystonia” i zobaczyć Cereus na żywo, gdy będziecie mięć ku temu okazję. Po szybkiej podmiance sprzętu, na scenie pojawiły się chłopaki z Frontal Cortex.

nl1

Zespół miałem okazję zobaczyć na żywo jakiś czas wcześniej w gdańskim Wydziale Remontowym, a moje wrażenia były jak najbardziej pozytywne, mimo malutkiej sceny tegoż klubu i równie niewielkiej widowni, która zgromadziła się wtedy pod sceną. Aż prosiło się wtedy o to, by kapela dostała nieco więcej miejsca oraz większą widownię, na którą w pełni zasługuje, i tak też się stało tym razem. Zespół zaprezentował tego wieczoru cały materiał ze swojej jedynej, jak do tej pory, debiutanckiej płyty kapeli „Passage”. Moją recenzję albumu znajdziecie tutaj, nie będę się więc nad nim tu skupiał, powiem tylko, że te utwory grane na żywo zyskują jeszcze więcej ciężaru, przez co głowa aż sama zaczynała chodzić miarowo w górę i w dół. 🙂 Niespodzianką dla widowni był niewątpliwie nowy utwór zespołu, który – co nie dziwi – brzmi doskonale i idealnie wpasowuje się w styl zespołu. Zacieram rączki na jakieś kolejne wydawnictwo, może jakaś EP-eczka jest w drodze…?

nl1

Nie będę się rozpisywał o profesjonalizmie wykonania utworów, o zaangażowaniu muzyków, o widocznej jak na dłonie radości z gry, bo sypałbym niepotrzebnymi banałami. Ujmę krótko – ogromną przyjemnością było oglądać Frontal Cortex na scenie po raz kolejny i czekam na następną okazję. I taka pewna refleksja przyszła mi w tym momencie do głowy. Człowiek jeździ po całej Polsce na koncerty wielkich gwiazd, które ogląda gdzieś tam z połowy długości zatłoczonej sali, jest jednym z – przykładowo – tysiąca podobnych sobie fanów, a ten idol grający na scenie jest jakiś taki… odgrodzony, siłą rzeczy. Jest bariera, którą niejednokrotnie niełatwo pokonać, o ile nie wykupi się jakiegoś „meet & greet” albo nie będzie się koczowało po koncercie pod autobusem zespołu. Dodatkowo niektóre gwiazdy potrafią powoli popadać w rutynę tego, co robią. Fajnie jest zatem czasem iść na taki kameralny koncert zespołu bądź zespołów, które są na dorobku, gdzieś na początku swojej drogi, w których ogień pali się bardzo mocno, gdzie nie ma jeszcze cienia rutyny, grają w małych klubach dla niekiedy parunastu osób. Zaciera się ta bariera, można stać przy samej scenie, praktycznie twarzą w twarz z artystą, a po skończonym koncercie posiedzieć, pogadać, podyskutować, wypić piwko, pozbierać autografy, zrobić sobie zdjęcie na pamiątkę. I taki był właśnie opisywany koncert w Olsztynie, a ja niezwykle się cieszę, że mogłem się tam znaleźć. 🙂

Jeszcze tylko słowem na koniec wrócę do kwestii akustyki Sali Kameralnej. Jak już wspomniałem, moje wstępne obawy okazały się być nieuzasadnione, bo brzmienie – jak na warunki – udało się wykręcić naprawdę solidne. Czapki z głów dla kolegi, który siedział za konsoletą. Nie wiem, jak masz na imię, wybacz mi proszę, ale odwaliłeś kawał dobrej roboty. 🙂 Z koncertowej relacji zrobił się felieton niemal, kończę więc czem prędzej. Świetny koncert, jeśli lubicie szeroko pojęte progowe klimaty, a będziecie mieli okazję zobaczyć Cereus bądź Frontal Cortex na żywo – nie zastanawiajcie się nawet chwilę, bo warto. Uważam, że oba zespoły zasługują na Waszą uwagę.

Maggot

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *