RECENZJA: The Highwaymen

Witajcie drogie geeki!

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej to bardzo specyficzny i ciekawy kraj. W hymnie państwowym znajdziemy słowa „land of the free”, ale amerykańskie więzienia są domem dla największej liczby skazańców spośród wszystkich krajów świata. Nie kupisz tam jajka niespodzianki, ale za okazaniem prawa jazdy nabyć możesz karabinek AR-15, dzięki któremu możesz potem „zaprowadzić porządek” na przykład na swoim osiedlu. To też kraj, w którym bandytom, złodziejom i mordercom przypisywano status gwiazd i bohaterów, czyniąc z nich kogoś na wzór współczesnego Robin Hooda, żeby wymienić choćby rewolwerowca Jesse’ego Jamesa, czy wrogów publicznych lat 30-tych – Johna Dillingera czy parkę Bonnie Parker i Clyde’a Barrowa. I na tych ostatnich się skupimy, bo to wokół nich kręci się akcja netflixowej produkcji w reżyserii John Lee Hancocka – „The Highwaymen”.

© 2019 Netflix

Głównymi bohaterami filmu jest para Strażników Teksasu (i już na pewno pojawiają się skojarzenia z tym gniotowatym serialem z Chuckiem Norrisem w roli głównej 😛 ) – Frank Hamer (Kevin Costner) i Maney Gault (Woody Harrelson). Hamer zostaje przywrócony z emerytury na polecenie pani gubernator stanu Texas, Ma Ferguson (Kathy Bates), by w końcu wytropić i pojmać lub zabić Bonnie i Clyde’a, którzy bardzo mocno dają się we znaki amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Gault dołącza do Hamera i razem przemierzają południowe stany USA próbując przewidzieć kolejne ruchy gangsterskiej pary, by ostatecznie ich dopaść. Na ich drodze, poza samymi przestępcami i ich siatką współpracowników i fanów, stają również inni „mundurowi”, z agentami formującego się powoli FBI na czele. A ponieważ film oparty jest na faktach, to żadnym spoilerem nie będzie, jeśli powiem, jaki był finał tej zabawy w kotka i myszkę. Bonnie i Clyde skończyli marnie, poszatkowani przez kule naszych bohaterów i wspomagających ich stróżów prawa, na jakiejś lokalnej drodze w okolicy Bienville Parish w stanie Luizjana.

To co od razu rzuca się w oczy, to ogromna dbałość o szczegóły w warstwie wizualnej. Lokacje, scenografia, kostiumy, wygląd pojazdów, broni, wszystko to sprawia, że przenosimy się gdzieś na południe USA lat 30-tych i totalnie wierzymy w to, co widzimy. Weźmy chociażby fakt, iż decyzją reżysera ostateczna strzelanina, w której giną Bonnie i Clyde, została nakręcona w tym samym miejscu, w którym doszło do autentycznego zdarzenia. Scenarzysta John Fusco z kolei miał okazję spędzić trochę czasu z synem Franka Hamera, by jeszcze wierniej oddać w scenariuszu historyczne fakty i postać legendarnego Strażnika. Strona wizualna jest naprawdę dużym atutem „The Highwaymen”

© 2019 Netflix

Jeśli chodzi o sferę dźwiękową, to również nie ma się do czego przyczepić, zarówno jeśli chodzi o same efekty, jak i o muzykę. Zawiedziecie się jednak, jeśli liczycie na dużą dawkę przaśnych, charakterystycznych południowych rytmów, przesyconych dźwiękami banjo, jakichś tam tarek do prania i podobnych ustrojstw. W warstwie muzycznej dominują nostalgiczne, bardzo „przestrzenne” melodie, podkreślające w jakiś sposób powagę sytuacji i bezkres równin, które przyszło przemierzać naszym bohaterom.

Jakie zatem wrażenia serwuje nam „The Highwaymen”, poza tymi czysto „organoleptycznymi”? Przede wszystkim musicie przygotować się na dłuższą posiadówkę, bo jest to pozycja dosyć długa. I, niestety, nieco zbyt długa. Są w tym filmie sceny, które się dłużą, choć powolne tempo było zdaje się zamierzeniem twórców. Widz powinien, jak domniemam, poczuć tę monotonię czekania, poszukiwania, na równi z bohaterami czuć tę frustrację, że znów nie udało się dopaść tych złych, że było tak blisko, że trop się urywa i trzeba próbować podjąć nowy. Podejście słuszne, lecz wykonanie momentami kulawe, jak sama Bonnie Parker. 😉 Drobnych zgrzytów dopatrywałbym się również w funkcjonowaniu duetu Hamer-Gault. Nie spodziewajcie się tu chemii na poziomie Tony Vallelonga-Don Shirley z „Green Book”. I nie chodzi mi tu nawet o błyskotliwość dialogu i humor, bo i okoliczności, i podłoże relacji jest zupełnie inne. W miarę jak rozwija się akcja filmu dowiadujemy się, jakie wydarzenia połączyły naszych bohaterów, jak ukształtowały ich relację, ale również ich samych. I jak najbardziej jesteśmy w stanie zrozumieć, że to nie jest łatwa relacja, że mimo iż spędzili ze sobą mnóstwo czasu i znają się jak łyse konie, to czają się w tle pewne nieprzepędzone demony, które cały czas odciskają piętno na bohaterach. Czegoś jednak w tym wszystkim brakuje, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Costner i Harrelson podeszli do swoich kreacji zbyt zachowawczo.

© 2019 Netflix

Bardzo interesującym zabiegiem artystycznym jest całkowite ukrycie przed widzami głównych antagonistów. Aż do ostatnich scen właściwie nie widzimy ich twarzy. Nie wiemy jak mówią i o czym, jak planują napady, ucieczki, jacy są prywatnie. Nie wiemy o nich nic, co sprawia, że z jednej strony nie możemy zapałać do nich sympatią, jak wielu ówczesnych obywateli USA, ale też nie wzbudzają się w nas emocje jednoznacznie negatywne. Film sprawia, że koncentrujemy się na Strażnikach, na ich śledztwie, pościgu, a Bonnie i Clyde’a poznajemy tak, jak sami Strażnicy, z boku, na podstawie doniesień, informacji od świadków, informatorów i z miejsc zbrodni. Dla mnie osobiście poskutkowało to tym, że w momencie śmierci Bonnie i Clyde’a nie potrafiłem jednoznacznie określić swoich emocji. Nie czułem, jak to niejednokrotnie w filmach tego typu bywa, satysfakcji, że tym złym się dostało, a sprawiedliwości stało się zadość. Nie współczułem im też, jak tym dobrym, którym wyrządzona została krzywda. Byłem lekko rozdarty, z jednej strony rozumiałem stróżów prawa, a z drugiej jakoś dziwnie patrzyło się na dwoje młodych ludzi, których nie znam, a którzy giną w tak okrutny sposób. Ode mnie brawa dla twórców za wprowadzenie takiego lekkiego zamętu w mojej głowie. 🙂

Podsumowując, „The Highwaymen” to całkiem poprawny film, nakręcony z dużą dbałością o szczegóły, opowiadający ciekawą historię bez jej sztucznego koloryzowania, dość minimalistycznie, jednakże niepotrzebnie rozwleczony i niewykorzystujący w pełni potencjału swoich dwóch głównych gwiazd. Mimo wszystko myślę jednak, że warto zobaczyć.

Maggot

Ocena: 6.5/10

The Highwaymen

Rok: 2019
Reżyseria: John Lee Hancock
Scenariusz: John Fusco
Obsada: Kevin Costner, Woody Harrelson, Kathy Bates, John Carroll Lynch, Thomas Mann
Czas Trwania: 132 min

Sprawdźcie recenzję tego, jak i innych filmów na
 
nl1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *