RECENZJA: Rammstein ” „

Guten Morgen liebe Geeks! 😀

Gdyby zadać pytanie, jakie zespoły metalowe pochodzą z Niemiec, osoby głębiej siedzące w tej tematyce zapewne od razu jednym tchem wymieniłyby Accept, Helloween, Destruction, Sodom i Kreator. Trochę tego asortymentu nasi zachodni sąsiedzi mają. Jednakże w szerszej świadomości słuchaczy, w tym tych, którzy z metalem nie mają nic wspólnego, funkcjonują przede wszystkim dwa zespoły: Scorpions i Rammstein, przy czym Ci pierwsi za sprawą piosenki, która z metalem ma tyle wspólnego, co pewna krewka posłanka z szeroko pojętą kulturą osobistą, a mianowicie „Wind Of Change”. Co zaś się tyczy drugiej wymienionej kapeli, to idę o zakład, że niejeden fan hip-hopu, popu czy disco-polo przynajmniej raz w życiu, choćby dla jaj, naładowany „woltami”, grzmiał gardłowo „Du… Du hast… Du hast mich…”. To nic, że reszta tekstu jawiła się jako czarna magia, no bo przecież kto by umiał władać tą „świńską łaciną”, jak to określił jeden z bohaterów filmu „Szeregowiec Ryan”. 😉 Swoją drogą, drobna anegdotka. Ładnych parę lat temu byłem na koncercie Rammstein w łódzkiej Atlas Arenie. Akurat grany był utwór „Engel”, można by rzec, że balladka, to sobie wraz z Tillem Lindemannem postanowiłem pośpiewać, bo zarówno słowa, jak i język znam. Jakaś laska stojąca przede mną obejrzała się w moją stronę, a jej mina wyrażała dość sprzeczne emocje. Z jednej strony podziw („Wow… On zna niemiecki…”), a z drugiej jakieś takie politowanie („K…a, co za zj…b, zna niemiecki”). 😛 OK, dość przydługich wstępów. 10 długich lat przyszło czekać na następcę ostatniego albumu Niemców – „Liebe Ist Für Alle Da” (i tak lepiej, niż Tool 😛 ). Dość powiedzieć, że na skleconej na prędce liście najbardziej oczekiwanych wydawnictw 2019 r. niżej podpisany umieścił nadchodzącą płytę Rammstein na pierwszym miejscu. Wielkie nadzieje mieszały się z obawami, czy zespół ma jeszcze to coś, czy wystarczy weny i energii. Jak jest? Przekonajmy się.

Nowe, pozbawione tytułu wydawnictwo grupy z Berlina w kontekście brzmienia jest kontynuatorem płyt raczej z wcześniejszej części dyskografii, mianowicie „Sehnsucht” i „Mutter”, muzyka nie jest tak „tłusta” i „mocarna”, jak na poprzedniczce z 2009 r. Słysząc te charakterystyczne, tnące, przywodzące momentami na myśl czasy „Sehnsucht”, czy nawet „Herzeleid”, gitarowe riffy czujemy, że to Rammstein, że to właśnie ten ich styl nie do podrobienia. To samo tyczy się wszechobecnych, klawiszowych, elektronicznych wstawek autorstwa Flake’a, nadających muzyce tej unikatowej, rammsteinowej przebojowości i taneczności. Określenie „tanz metal” ukuli wszak członkowie zespołu dla swojej muzyki nie bez powodu. 😉 Ogólnie od tej technicznej strony płyta prezentuje się bardzo dobrze. To samo tyczy się wokalu, Till sprawnie żongluje barwami i kreowanymi przez nie nastrojami, od czystego, można by wręcz rzec wzruszającego śpiewu w „Diamant”, po opętańcze wrzaski w „Puppe”. No i to jego charakterystyczne, twarde „r”. 😀

Póki co wszystko OK, prawda? Się znaczy, dobry album! Niezupełnie… W pierwszym odruchu mógłbym powiedzieć, że płyta mnie rozczarowała, ale to byłoby stwierdzenie niewłaściwe. To nie rozczarowanie, bo do tego potrzeba oczekiwań, które zostałyby zawiedzione. A ja jako takich nie posiadałem. Owszem, czekałem na płytę z niecierpliwością, ale chciałem po prostu, żeby się ukazała, nie spodziewałem się jednak czegoś konkretnego po jej zawartości. Zatem premierowy materiał mnie nie rozczarował, uświadomił mi natomiast dość wyraźnie, jaką inkarnację Rammstein lubię najbardziej i to nie ona wybrzmiewa na tej płycie. Przede wszystkim za mało jest tu dla mnie pazura, za mało szybszych, bardziej zadziornych i agresywnych, ogólnie cięższych kawałków. Około połowy zawartości płyty to utrzymane w wolniejszych tempach utwory, niby gitarowe, ale jednak dość spokojne, w jakiś sposób podniosłe. Zwieńczeniem tego jest w pełni akustyczny, balladowy „Diamant” i jest to oblicze Rammstein, które najzwyczajniej w świecie ciężko mi zaakceptować. Moje potrzeby ciężaru próbują zaspokoić ze 3 utwory – „Deutschland”, „Zeig Dich”, „Tattoo” – a to, jak dla mnie, za mało.

Kolejny problem to wyrazistość utworów zawartych na płycie, jakaś unikatowość, to coś co sprawia, że zostają one w głowie na dłużej. Pod tym względem album jest dość nierówny i, moim zdaniem, dzieli się na dwie wyraźne połowy. W pierwszej mamy singlowe „Deutschland”, „Radio”, „Ausländer”, czy wspomniane wcześniej „Puppe” oraz „Zeig Dich” i są to kawałki, które czymś się wyróżniają, wkręcają się do głowy, bezwiednie zaczyna się je nucić w najmniej oczekiwanych momentach. Druga połowa wpada jednym uchem i wylatuje drugim. Przypomina mi to ich płytę „Rosenrot” z 2005 r. Trzy mocne utwory na wejście, a potem… Potem przełączało się z powrotem na „Mutter” albo „Sehnsucht”. 😉

Nie chcę być źle zrozumiany, nowy, niezatytułowany album Rammstein nie jest zły. To co trzeba mu oddać, to to, iż charakteryzuje się dużą spójnością. Czuć, że wszystkie kawałki tworzą pewną jednolitą całość, pasują do siebie klimatycznie i stylistycznie, że nie ma tu utworów przypadkowych, że był na to wszystko konkretny pomysł, który został konsekwentnie wcielony w życie. Mam wrażenie, że zespół dokładnie przemyślał, co chce osiągnąć, że po tych kilkunastu latach nieobecności w ich poczynaniach nie było chaosu, niepewności, braku wizji. Po prostu to, co stworzyli, nie trafia do końca w moje gusta, ma za mało ciężaru i wyrazistości. Do niektórych utworów zdecydowanie będę wracał, ale nie sądzę, bym miał słuchać całej płyty od deski do deski. Zachęcam jednak gorąco do zapoznania się z tym materiałem i wyrobienia sobie własnej opinii. Bis nächstes Mal! 😉

Maggot

Ocena: 6/10

Rammstein – ?

Data premiery: 17.05.2019
Gatunek: Tanz metal 😛
Czas trwania: 46:20
Till Lindemann wokal
Richard Z. Kruspe gitara
Paul Landers gitara
Oliver Riedel gitara basowa
Christoph Schneider perkusja
Christian „Flake” Lorenz klawisze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *