RECENZJA: Cereus „Dystonia”

Jakiś czas temu zauważyłem, iż w muzyce szukam ostatnimi czasy przede wszystkim klimatu, atmosfery. Czegoś, co przeniesie mnie w inne miejsce, inny czas, otworzy wrota wyobraźni, wywoła odmienny nastrój, wyciągnie z serca emocje. Dlaczego dzielę się z Wami tym spostrzeżeniem? Ano dlatego, że „Dystonia”, debiutancki album warszawskiej, progowej kapeli Cereus, właśnie te potrzeby zaspokoił. Przejdźmy zatem do szczegółów, dlaczego tak właśnie się zadziało.

Uprzedzając w pewien sposób fakty powiem od razu, że „Dystonia” to bardzo udana płyta, a wyróżnić mogę trzy kardynalne tego powody. Pierwszy z nich to muzyka sama w sobie, dźwięki będące wyrazem inspiracji oraz kompozytorskiego i technicznego kunsztu muzyków. Ło matko, jak tu się wszystko pięknie komponuje. Już miałem na końcu języka (a może palca walącego w klawiaturę), żeby powiedzieć/napisać „po pierwsze”. Ale to sformułowanie mogłoby sprawić, iż osoby czytające tę recenzję pomyślałaby sobie, że jakiś element jest tu ważniejszy od pozostałych. A tu nie ma rzeczy bardziej, czy mniej ważnych. Każdy instrument, każda partia, każdy riff, uderzenie w werbel, w talerz, każde szarpnięcie struny basu, klawiszowy akcent czy sylaba wyśpiewywana przez wokalistę, wszystko to funkcjonuje na równych prawach. Nie można w wypadku „Dystonii” powiedzieć, że któryś instrument wysuwa się na pierwszy plan. Doskonałe, klimatyczne riffy i solówki gitarowe współgrają harmonijnie z elektronicznymi wstawkami, perkusja tworzy solidny, rytmiczny szkielet, a całość, jak cement, scala doskonale słyszalny, wyraźny, porywający bas. Gdybym któryś z utworów w tym miejscu wyróżnił, robiłbym krzywdę pozostałym, powiem więc tylko, iż wspomniana równowaga zachowana jest w każdym z 10 zawartych na albumie kawałków. Choć na jeden przykład sobie pozwolę, bo jest on dla mnie doskonałym przykładem doskonałego wyważenia, harmonii i wyczucia, z jakim pisany był ten materiał. Mowa tu o końcówce utworu „Icarus”, która pokazuje jak zapier…ać z gracją i delikatnością ruchów, jak łania na dopalaczach. Cudeńko. 😀

Drugim ze wspomnianych powodów jest właśnie tak pożądany przez mnie klimat. Oczywiście, tu wchodzimy w rejony bardzo subiektywne, tam gdzie ja widzę całe pokłady atmosfery, ktoś inny mógłby nie dostrzec nic poza sprawnie, acz mechanicznie odegranymi dźwiękami. Ale jak na moje, tu się nie tylko gra, tu się opowiada historie, zabiera słuchacza w podróż, czasem do dalekich krain (jak choćby w „Kraken King”), a czasem do ludzkiego wnętrza (niech za przykład posłużą „Cogito” czy „Icarus”). Ja osobiście odczuwam ogromną frajdę z zagłębiania się w te dźwięki, odpływania gdzieś daleko, odczuwania ich po swojemu, interpretowania słów tak, jak podpowiada mi w danym momencie nastrój.

I tu przechodzimy płynnie do trzeciego powodu, a na imię mu „Cassiopeia”. Gdyby nie fakt, że z albumem zaprzyjaźniłem się dopiero w tym roku, podczas gdy premiera miała miejsce w 2018, śmiało określiłbym ten kawałek moim osobistym hitem roku. Jest to absolutna perełka, gwiazdka, która świeci na „Dystonii” najjaśniej. Ten utwór mógłby być zatytułowany „Kaszanka”, nie musiałby wcale zawdzięczać swojego tytułu nazwie gwiazdozbioru, ale i tak przenosiłby mnie gdzieś ponad ten ziemski padół, w stronę gwiazd, w nieznane. Celowo nie podawałem go jako przykładu w poprzednich akapitach, ponieważ chciałem poświęcić mu w jeden osobny, bo to się tej piosence po prostu należy, ale „Cassiopeia” jest dla mnie najzwyczajniej w świecie kwintesencją wszystkiego, o czym pisałem wcześniej. I do tego tekst, w którym widzę… Nie, to zostawię dla siebie, powiem tylko, że mam swoją interpretację i nie jest ona stricte astronomiczna, ale to już moja prywatne sprawa. 😉 Wierzcie mi, gdy to piszę, mógłbym tego utworu słuchać na zapętleniu. Co zresztą nieraz robiłem… 😛

„Cassiopeia” będąc największym atutem albumu, jest poniekad, paradoksalnie, jego największym problemem. Bo przecież nie byłbym sobą, gdybym odrobiny dziegciu do beczki miodu nie dolał, prawda? W konfrontacji z tą piosenką, niektóre z pozostałych utworów wypadają nieco blado. Muzycy wysoko zawiesili sobie poprzeczkę, ale jak to ze skokami o tyczce bywa, podejmujemy kilka prób, niektóre są udane, niektóre nie, by wygrać podnosimy sobie poziom trudności, ale koniec końców sięgamy pułapu, którego już przeskoczyć się nie da. Wiem, że może to zabrzmieć, jakbym sam sobie zaprzeczał, bo przecież do tej pory tak rozpływałem się w zachwytach, ale w pewnym momencie czuć, że już niewiele więcej album jest w stanie nam zaproponować. Szczególnie tyczy się to ostatnich trzech utworów, które mają tego pecha, że następują po wspomnianej przeze mnie perełce. Nie zrozumcie mnie źle, wszystkie wymienione przeze mnie atuty są w nich obecne, ale same utwory brzmią już trochę wtórnie, już to słyszeliśmy. Mam też drobny, choć bardzo subiektywny zarzut do utworu „Abyss”, który ok. 3:10 sprawia wrażenie, jakby zaczynał się od nowa, jakbym słyszał ponownie to samo, co słyszałem przed chwilą i nie mówię tu nawet o typowym schemacie zwrotka-refren-zwrotka-refren. Gdyby to ode mnie zależało, to wyciąłbym środkową część utworu i uczynił go krótszym. W ogóle wydaje mi się, że płyta mogłaby być trochę krótsza, przez co nie dłużyłaby się pod koniec, a my nie odczuwalibyśmy lekkiej powtarzalności. I gdybym się miał jeszcze do czegoś przyczepić, to do tego, że angielski, w którym śpiewane są teksty, nie jest idealny i nieskazitelny. Ale Ci, co mnie znają, choćby przez pryzmat moich recenzji, wiedzą, że na tym punkcie jestem totalnie powalony, więc ten powód możecie śmiało zignorować. 😛

Chcielibyście pewnie powiedzieć „Dobra Maggot, weź tam już nie picuj, tylko powiedz, do czego to podobne, żebym wiedział(a), czy się do tego zabierać, czy nie.” Co ja na to? „Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem!” W progu na co dzień nie siedzę, więc nie wiem, do czego miałbym „Dystonię” porównać. Zresztą etykietki czasem potrafią bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Polecam się więc tym nie przejmować i po tę płytkę sięgnąć, bo naprawdę warto. Wam polecam zarówno ją, jak i zobaczenie zespołu na żywo, a sam wyczekuję nowego materiału od Cereus. 🙂

Maggot

Ocena: 8/10

Cereus – Dystonia

Data premiery: 14.12.2018
Gatunek: Rock/metal progresywny
Czas trwania: 63:44
Michał Dąbrowski wokal
Paweł Sikora gitara, ambient
Patryk Woźniak syntezatory
Konrad Pawłowski gitara basowa
Łukasz Gańko perkusja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *